Blog autorski
Jolanty Szwalbe

Niedziela, Styczeń 7, 2024, 13:08 | Brak komentarzy »

6.01.24

A więc idźcie przez Nowy Rok razem, / kalendarz z tobą, ty z kalendarzem. / Co masz załatwić – zakreśl, / odnotuj jak należy,/ a wszystko pójdzie jak po maśle, / tak jakem Ludwik Jerzy”. Ludwik Jerzy Kern (1920-2010)

No i mamy 2024, który jest rokiem przestępnym, jako że daje się podzielić przez 4. „ Na zasadzie jakiejś dawnej umowy / Od stycznia zaczyna się każdy rok nowy. / Ludzie się pogodzili z tym, / Na całym prawie świecie – /  Zresztą, gdyby się rok zaczynał / Powiedzmy – od grudnia / To byłoby głupio przecież.”- czytam w wierszu Ludwika Kerna, który swego czasu napisał jeszcze jedenaście zabawnych wierszyków o kolejnych miesiącach w kalendarzu.  

Nowy Rok i nowi jego patroni. Wśród nich Czesław Miłosz i Kazimierz Wierzyński. O ile ucieszyłam się z obu literackich Patronów, to jednocześnie poczułam rozczarowanie z braku choćby jednej Patronki.

Nowy Rok i nowe nadzieje. O nadziei pięknie powiedział Ludwik Hirszfeld, polski lekarz, współodkrywca grup krwi, ale to on je nazwał. W Polsce mówimy najczęściej, że nadzieja to matka głupich. Co na to Hirszfeld? „ Nadzieja matka głupich? Przeciwnie nadzieja to matka tych, którzy nie boją się rzucić swoich myśli w daleką przyszłość”- mówił między innymi do mieszkańców getta warszawskiego. „ Nadziei każdy musi szukać sam dla siebie. Nie ma żadnej powszechnej recepty” – napisał Miłosz w „ Roku myśliwego”. Jak sam zaznaczył we wstępie, książka nie ma nic wspólnego z tematyką myślistwa, „ za to sporo z samą formą kalendarza. Jest diariuszem jednego roku, od sierpnia 1987 do sierpnia 1988. A że w tych zapisach, codziennych albo co kilka dni, powracam nieraz do dawnych zdarzeń i ludzi, których znałem, splatają się ze sobą na tych stronach przeszłość i teraźniejszość.” Na przykład Autor powraca do lat emigracyjnej izolacji, w których „ były miesiące, kiedy zastanawiałem się, czy nie warto pisać do siebie listów, żeby coś znajdować w skrzynce” - czytałam i bardzo polecam.

Nowy Rok i nowe postanowienia.  Może więcej ruchu na świeżym powietrzu?  „ Oglądam wszystkie sporty w telewizji. Doktor mi powiedział: ruch i świeże powietrze, panie Kaczanowski!”- a to Janina Iphorska  pseud. Alojzy Kaczanowski wpadła na taki pomysł.  

Może więcej dbać o zdrowie? Wszak „ Bez zdrowia życie nie jest życiem; życie nie jest do wyżycia” – twierdził Rabelais. A ks. Jan Twardowski opowiadał, że „Na cmentarzu w Wołominie na jednym z nagrobków przeczytałem napis: „Szanuj zdrowie, bo jak nie, to cię spotka to, co mnie”.

Może więcej dbać o rodzinę?  Z nią to jak w piosence Jeremiego Przybory: „ Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina. / Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, / Lecz kiedy jej nima / Samotnyś jak pies. / Miał willę z ogródkiem / Miał garaż, i auto, / Że każdy, co nie ma, / Zaraz by mieć chciał to. / Telefon z plastiku, adapter i frak ... / Więc czego, ach czego, ach czego mu brak? / Rodziny, rodziny rodziny, ach rodziny. / …/

Na pewno więcej się śmiać! Tym bardziej, że: „Śmiać się można od ucha do ucha albo całą gębą, śmiać się można do łez, a nawet przez łzy, istnieje śmiech do rozpuku, ale tego, co to jest „ rozpuk”, do którego ludzie śmieją się , uczeni nie sprecyzowali jeszcze dokładnie.” -  to Kazimierz Krukowski, ps. Lopek polski aktor kabaretowy, filmowy, a także piosenkarz i konferansjer, który potrzebę śmiechu motywował tym, że: „ Już przed wiekami rzekł / Epikur, mądry Grek, / Że śmiech to niezawodny antybiotyk / Na nudę i na spleen. / Na hasło klinem klin! I na ten brak chroniczny polskich złotych. / Więc śmiej się, gdy masz okazję! / Gdy masz fantazję, też się śmiej! / Kto się nie śmieje, ten się nie dowie, / Że śmiech to zdrowie! / Więc śmiej się , śmiej!”

„ Przede mną na biurku leży nowiutki kalendarzyk. / W nim dzień po dniu in blanco/ Rok cały/ Ciekawe co się w nim zdarzy?”- to jeszcze raz Ludwik Jerzy Kern. Ano, pożyjemy, zobaczymy…

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko!)

„ Pewien uczony trawił większą część dnia, a nawet i wieczory, nad książkami. Razu jednego, gdy nad zwyczaj jeszcze dłużej się zasiedział, zniecierpliwiona połowica do niego przychodzi

– Czyś ty tu, moja duszo? Jakże się masz? Cóż mi powiesz?                             

– Powiem Waszeci, że chciałabym zostać książką.                                              

– A to czemu, moja pani?                                                                                      

– Bo się zawsze za książką uganiasz.                                                                     

– I ja bym się na to chętnie zgodził, byleś tylko została kalendarzem.                 

– A to czemu mości mężu?                                                                                     

– Bo co rok to inny.                                                                                                                                                                                                                                         „ Motyl” 1828                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 


Piątek, Grudzień 22, 2023, 13:12 | Brak komentarzy »

19.12.23

Jedni odliczają dni do świąt, inni do końca roku, a jeszcze inni do końca świata.” - Maria Czubaszek ( 1939-2016)

Tych co odliczają dni do świąt można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to ci, co odliczają z radością, bo bardzo je lubią. Druga to ci, co odliczają, ale z niechęcią, bo ich nie lubią, niekiedy nawet nienawidzą. Jest i trzecia grupa, do której należała Czubaszek mówiąc:„ Ja w ogóle świąt nie obchodzę. U nas nawet stołu nie ma, więc nie ma przy czym usiąść. Piszę, siedząc po turecku. Kiedy ktoś jest głodny, to w lodówce są parówki i coś tam jeszcze. Mamy usiąść razem w Wigilię i co? Śpiewać kolędy? Niech pani nie żartuje, nigdy tego nie robiłam.” Hmm…

Natomiast Wisława Szymborska wprost przeciwnie. Mówiła: “Lubię święta, bo to czas, kiedy ludzie są dla siebie mili. Wszyscy się uśmiechają, a to już coś znaczy”.  Sama Wisława miała niemały w tym udział, wysyłając z okazji świąt przezabawne kartki- wyklejanki do przyjaciół i znajomych. Poetka wycinała z gazet przeróżne frazy i wyklejała nimi kartki. Do szczęśliwych adresatów należeli na przykład poetka Joanna Kulmowa wraz z mężem Janem Kulmą, reżyserem teatralnym, filozofem i pisarzem Na święta w 1993 roku Wisława życzyła im ( zachowuję pisownię zgodną z oryginalną wyklejanką): „ szczęśliwego Nowego Roku, żyrantów, pogody, Puchowej Kołdry, KUCHNI I ŁAZIENKI, obecności ptaków, poezji, SREBRA ZŁOTA I BURSZTYNU”. I jeszcze jedna przezabawna kartka-wyklejanka dla Kulmów „ radości, szczęścia i dobrobytu w 2001 roku, ŻYCZĄ: RODACY, Apollo, NAJLEPSZY BRAMKARZ, Hojni krakowianie, Kurczak w galarecie, KAMCZATKA, BLONDYNKA, Pani Bączkowa, NIEZNANY PAVAROTTI, PRODUCENT PODNOŚNIKÓW WIDŁOWYCH, i W.S.( to „i W. S.” i wcześniejsze „ŻYCZĄ:” jest dopisane osobiście przez noblistkę). Cóż za poczucie humoru!

Z kolei Jerzy Waldorff podpowiadał modlitwę-życzenia świąteczne, cytując K. I. Gałczyńskiego z „ Pieśni cherubińskiej”:

„ Naszym żonom daj oczy szafirowe,/ niech mają srebrne palce i suknie hiacyntowe./ Naszym dzieciom pokarmy pożywne, żeby rosły i były proste, a nie dziwne./ O kominie także nie zapomnij, Panie:/ Niech jada swą brzezinę na drugie śniadanie./ O kota naszego zatroskaj się ładnie:/ żeby mu ciepło było, kiedy śnieg upadnie./ Wróć zdrowie obłąkanym, kraj wybaw od wojny,/ daj chwilę odpocznienia wszystkim niespokojnym.” –  Od siebie zaś Waldorff dodawał „ Koniec życzeń. Teraz, bracia, do uciech stołu!”

„ Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia? / Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?/ Dlaczego śpiewamy kolędy?” – zapytuje w wierszu ks. Jan Twardowski. I zaraz odpowiada: „ Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa./ Dlatego, żeby podawać sobie ręce./ Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie./ Dlatego, żeby sobie przebaczać.” A propos przebaczenia.

Nie jest łatwo przebaczyć. Dlaczego? Mahatma Gandhi i Eliza Orzeszkowa są zgodni co do odpowiedzi na to pytanie. Przywódca indyjski mówił: „ Słabi nie wybaczają nigdy. Przebaczenie jest domeną silnych.” Zaś znakomita pisarka mówiła tak: „ Trzeba być podobnym, aby się zrozumieć i innym, żeby się pokochać, trzeba być silnym, aby wybaczyć”.

Każdy czas jest dobry by wybaczyć, ale Wigilia wydaje się tym najbardziej sprzyjającym. Wszak to czas cudów jak sami kolędujemy: „Chrystus się rodzi, nas oswobodzi,/ Anieli grają, Króle witają,/ Pasterze śpiewają,/ Bydlęta klękają,/ Cuda, cuda ogłaszają.” Im trudniejsze przebaczenie tym większym wydaje się cudem. Zresztą cudów na tej Ziemi jest więcej.

Sięgam tym razem nie do wyklejanek, ale do poezji Szymborskiej i Jej „Jarmarku cudów”: „ Cud, no bo jak to nazwać: / słońce dziś wzeszło o trzeciej czternaście, / a zajdzie o dwudziestej zero jeden./ Cud, który nie dziwi, tak jak powinien: / palców u dłoni wprawdzie mniej niż sześć, /za to więcej niż cztery. / Cud, tylko się rozejrzeć: /wszechobecny świat./ Cud dodatkowy, jak dodatkowe jest wszystko: / co nie do pomyślenia / jest do pomyślenia.”

Co do tego ostatniego cudu tj. dodatkowego, to moim zdaniem była nim… frekwencja wyborcza. Wcześniej przecież nie do pomyślenia, a jednak już do pomyślenia. Dodatkowo powiem tak: „ Los uśmiecha się każdego dnia” a dla Polski uśmiechnął się 15. października i… nadal się uśmiecha!

Życzę Czytelniczkom i Czytelnikom mojego blogu: ZDROWYCH I W DOBRYM  HUMORZE ŚWIĄT BOŻEGO  NARODZENIA oraz  SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2024!!!

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

Mały Jasio biegnie przez ogródek i krzyczy jak szalony:

- Kochany Mikołaju, podaruj mi na Boże Narodzenie nowy rower!! Nowy rower!!!

– Ciszej! Święty Mikołaj przecież nie jest głuchy – strofuje chłopca ojciec. 

- On może nie jest głuchy, ale nasza babcia na pewno -  odpowiada Jasio.


Sobota, Grudzień 2, 2023, 20:26 | Brak komentarzy »

29.11.23

„ Wszystko pięknie i wspaniale lecz na świecie nic bez ale…” - Aleksander Fredro ( 1793- 1876)

Jeszcze miesiąc będzie patronować bieżącemu roku polski hrabia, komediopisarz, poeta, autor 114 książek. Dzisiejsze motto jest dowodem jak świetnym był obserwatorem, a jego „ na świecie nic bez ale…” ponadczasowe. Potwierdza to choćby Agnieszka Osiecka mówiąc: „ Cóż, nasz dzisiejszy świat jest również światem odruchów stadnych. Jest inny. Jest barwniejszy. Więcej w nim rozmachu. Ale pojawiają się nowe pułapki: pośpiech, wilcze prawo pieniądza, obojętność.” Niestety dzisiejszy świat, to również ten, w którym: „ Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej”- jak powiedział Edward Stachura. Słowa jakże dziś aktualne.  

„ Naprawdę nie możemy wiedzieć, czy nie przebywamy teraz w domu wariatów.” – zastanawiał się w XIX wieku Georg Lichtenberg. Dziś także można podumać nad słowami niemieckiego aforysty. Moim zdaniem, co do przebywania w domu wariatów, to miejmy nadzieję, że jednak nie, albo jeszcze nie, ale… sezonowo już tak. Na przykład im bliżej Świąt tym większe wariactwo przedświątecznych zakupów. A już zupełne szaleństwo i obłęd panują na corocznych, sezonowych wyprzedażach. Korzystający z nich powiedzą, że to piękny i wspaniały czas, ale… nie dla naszej planety powiedzą ci, co czytają raporty o stanie zdrowia naszej Matki Ziemi. „ Według raportu Komisji Europejskiej w UE wyrzuca się około 5,8 mln ton wyrobów włókienniczych, czyli około 11 kg na osobę, a co sekundę gdzieś na świecie ładunek jednej ciężarówki z wyrobami włókienniczymi trafia na składowisko lub jest spalany”

„ Nie kupuj co użyteczne lecz niezbędne.”- radził  Katon Starszy. A co jest niezbędne wobec prognoz zapowiadających mroźną zimę? „  Kupujcie baby majtki, idzie tęga zima, / która majtek nie kupi, zimy nie przetrzyma.”- śpiewają górale podhalańscy. Fakt, z mroźną zimą nie ma żartów więc jak tylko zauważymy, że: „ Śniegowe snują się chmury, /  Ziąb się dobiera do skóry, / Jedwab zmieniamy gładki / Na ciepłe majtasy / I gatki, / ../- radził Ludwik Jerzy Kern w wierszu „ Miastowa zima”. Co jeszcze? „ Mózg, chociaż w łba komorze, / Tyż nam podmarznąć może. / Zaczniemy żyć w bezsensie, / Gdy myśli zmienią w krę się. /  Więc kto chcesz mózg mieć zdrowy, / I pełen animusza / W krajobrazie zimowym / Nie chodź bez kapelusza. - to z kolei z wiersza „ W krajobrazie zimowym” także Ludwika Kerna.

Nie chodź też bez czapki, jeśli nie chcesz dostać zimowej czkawki- dodam od siebie. A propos. Bogdan Loebl w „ Pożegnalnym bluesie” przywołuje komentarz pisarza Juliana Stryjkowskiego, człowieka bardzo dowcipnego, który  „ przymierzając jakąś czapkę, mówił: „ No w tej czapce mi niedobrze, więc może powinienem zmienić twarz?”

Dzięki Marii Jasnorzewskiej- Pawlikowskiej mamy też wgląd w świat …moli, które też już szykują się na zimę: „ Mól ogląda mód żurnale / I podziwia suknie, szale, / Pomrukując: „ zobaczymy, / Co będziemy jeść tej zimy?”

A „ Kiedy zima nadchodzi/ - przyjedzie ktoś z Łodzi. / Albo ze Sztumu/ - bądź w dumu!” – radzi Stefan Friedmann.

Nadchodzą też oczywiście Święta i zaproszeni goście. „ - Władkowie? Byli, byli, a jakże. Nie dość, że ich zaprosiłam, to jeszcze przyszli.”- podsłuchane przez Wisławę  Szymborską.

Chciałem zostać ateistą, ale… zarzuciłem ten pomysł – ateiści nie mają świąt.”- zwierzył się amerykański komik Henny Youngman.

A propos pomysłów. Im bliżej Świąt tym bardziej są w cenie, a niektóre wręcz bezcenne. Zwłaszcza te na prezenty pod choinkę. Zobaczmy zatem komu, kto i co dawał na Gwiazdkę, ale wieki temu. Otóż, Zygmunt Krasiński od Delfiny Potockiej – szpilkę do krawata z perłą, co „ łzę tęsknoty wyraża”; Julian Słowacki od swej muzy, Marii Wodzińskiej – pióro oprawne w srebro; Fryderyk Chopin od George Sand i jej dzieci- ciepły szlafrok turecki; królowa Wiktoria od swych trzech córek- makatkę jedwabiem wyszywaną;  Beethoven od swego bratanka Jana – srebrny zegarek; Ewelina Hańska od nieznanego jej jeszcze Balzaka – pudło paryskich czekoladek; Wolfgang Amadeusz Mozart od żony Konstancji- chustę fularową na szyję i trzcinową laskę; Agnieszka Truskolaska najsławniejsza aktorka swej epoki od króla St. Augusta Poniatowskiego - wachlarz z kości słoniowej.

W tym roku Wigilia wypada w niedzielę. Ciekawe czy sprawdzą się słowa francuskiego pisarza Gilberta Cesborna, który na pytanie: co jest najlepsze w niedzielę? – odpowiadał: „ Najlepsze w niedzieli, to sobota wieczór.”

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

Lekarz: Rozbieraj się pan.

Pacjent: Codziennie się rozbieram – nic nie pomaga.

 


Czwartek, Listopad 16, 2023, 17:17 | 1 Komentarz »

14.11.23

„ Nie mogę wprawdzie powiedzieć, czy będzie lepiej, gdy będzie inaczej, ale tyle rzec mogę, że musi być inaczej, o ile ma być dobrze.” – Georg Christoph Lichtenberg (1742–1799)

I jest inaczej. Mam na myśli skład Sejmu X kadencji. Wierząc niemieckiemu aforyście niewątpliwie został spełniony konieczny warunek.  Niemiej „ o ile ma być dobrze” i to ostatecznie, pozostało jeszcze kilka innych. Dopiero, kiedy  i one zostaną spełnione, będzie można do słów francuskiego pisarza i poety Henri Michaux: „ Złu się ostatnio bardzo dobrze powodziło”, dodać swoje trzy grosze. Ja dodam -  na szczęście to się skończyło. Dodam też słowa św. Augustyna „ Złym się nie podobać – wielka to chwała”.  

Póki co „ róbmy swoje i co do nas należy” jak mawiał Bolesław Prus. Byle nie za szybko. Stanisław Jerzy Lec przestrzegał: „ Tempo! Tempo! Można przeżyć życie w jednym dniu. Ale co zrobić z pozostałym czasem.” A propos czasu. Ksiądz Tischner lubił przywoływać taki dialog: „ – Baco, co robicie jak mocie cas? – Siedze i myśle. – A jak ni mocie casu?  - A to ino siedze”.

Przed nami coraz krótsze dni i coraz dłuższe wieczory. Między innymi za sprawą zmiany czasu letniego na zimowy. Skutek jest taki, że coraz wcześniej kusi kanapa. Z tym, że: „ Gdyby kanapa umiała gadać, / Któż by się zgodził na kanapie siadać” - zastanawiał się Jan Sztaudynger. W takim razie już chyba lepiej się położyć i zaśpiewać: „ Chyba już można iść spać / Dziś pewnie nic się nie zdarzy / Chyba już można się położyć / Marzeń na jutro trzeba namarzyć.”- razem z Andrzejem Poniedzielskim.   

Ale z tym spaniem, a zwłaszcza zasypianiem to nie jest prosta rzecz. Szczęśliwi, którzy łatwo zasypiają i smacznie śpią do rana. Przyznam, że niestety nie należę do nich w pełni. Owszem pierwszy warunek spełniam, ale o drugim mogę tylko pomarzyć. Dlatego szukam dobrych stron złego spania w myśl zasady, że nie ma złego bez dobrego. Na przykład? Choćby taki konkret odkryty przez Mariana Hemara: „ Mniej się wyśpisz więcej wymyślisz.” Ha, szukam dalej…

A propos. – Panie doktorze, ja tak w nocy chrapię, że mnie własne chrapanie budzi. Co robić? – Śpij pan w innym pokoju.

Co do bezsenności to nie od dziś zalecane jest liczenie baranów. Ale powiedzieć liczenie baranów, to jak mawiał klasyk – nic nie powiedzieć. Trzeba wybrać odpowiednie barany, bo od tegoż wyboru zależy czy człowiek zaśnie prędzej czy później, czy wręcz jeszcze bardziej się rozbudzi. Na przykład Wojciech Młynarski radził liczyć takie:

 „ należy siłą wyobraźni/ przywołać twarze kilku osób,/ potem się trzeba przyjrzeć im/ i położywszy się na wznak,/ albo na boku,/ mniejsza z tym,/ powoli liczyć tak:/ Numer jeden to ten pan,/ co robótki robi podłe,/ drugi, ten, co za złe ma,/ że ci w życiu się powiodło. […] a ósmego już nie widzisz –/ śpisz …spokojnie śpisz,/ bo sposób to najprostszy i wypróbowany:/ przed snem policzyć barany…”

Anne Fadiman amerykańska eseistka w znakomitej książce „ W ogóle i w szczególe” podaje przykład swojego ojca, który: „ należy do osób, które nigdy nie usną przy liczeniu baranów; wyznał mi kiedyś, że wraz ze wzrostem liczebności stada rozbudza się coraz bardziej, bo musi uważać, żeby się przypadkiem nie pomylić w rachunkach.” A czy nie był to czasem wybór złych baranów do liczenia? Na szczęście ojciec Ann miał inny sposób by zasnąć, z czym wcale nie było mu spieszno. Podzielał bowiem przekonanie Jimmy Walkera, amerykańskiego aktora i komika, że grzechem jest iść do łóżka, tego samego dnia, którego się wstało. A więc ojciec Ann  zanim zasnął zajmował się grami myślowymi min. układaniem limeryków, moskalików i wszelkiego rodzaju list alfabetycznych.   

Tak jak różne są rodzaje baranów, tak różne są problemy, które zasnąć nie pozwalają. Profesor Tadeusz Kotarbiński miał na przykład taki: „ Pewien złośliwy problem sen mi z oczu płoszy, / Sprzeczność, której nie mogę uznać bez protestu: / Czemu, kto ma pięćdziesiąt, ma dwadzieścia groszy, / Ale kto ma pięćdziesiąt lat, nie ma dwudziestu.”

Kto zatem śpi najlepiej? „ Ten śpi najlepiej, kto nie wie o tym, że źle śpi.”- odpowiedziałby natychmiast Alojzy Żółkowski, polski aktor, tłumacz, satyryk.    

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

- A jak pan zasypia?

- Liczę owce przed snem.

- Do której zdąży pan doliczyć, zanim pan zaśnie?

- Do trzeciej.

- Tak szybko?

- No, czasem do wpół do czwartej…

 

 

 


środa, Październik 25, 2023, 23:27 | Brak komentarzy »

25.10.23

„ Człowiek o śmierci nie myśli, a ta filutka zawsze myśli o nas.” -  Alojzy Żółkowski (1777-1822)

Wybrałam dzisiejsze motto z uwagi na zbliżający się 1 listopada, w którym obchodzimy Święto Zmarłych czy też Wszystkich Świętych jak kto woli. Jest to dzień, w którym chyba nie ma nikogo, kto o śmierci jednak by nie pomyślał. Śmierci swoich bliskich, przyjaciół, znajomych, osób ogólnie znanych, ale też własnej. To czas wspominania i zadumy nad jej tajemnicą i majestatem. A wszystko w poważnym i patetycznym tonie. Jak w wierszu „ Psalm” zapomnianego  poety Henryka Salza:

„ Bądź pochwalona, Śmierci, smutnych zbawicielko, / chorych orędowniczko i pocieszycielko./ Bądź pochwalona, Śmierci, co uwalniasz z męki / bezbolesnym dotknięciem twojej chłodnej ręki…

Bo czy można sobie żartować ze śmierci, z umierania ? Okazuje się, że można. Ta trudna i ryzykowna sztuka wydaje się być zarezerwowana wyłącznie dla ludzi z poczuciem humoru.

Mistrzem w tej sztuce był ksiądz Józef Baka. Czytając jego wiersze o śmierci, którą nazywa na przykład przylepką, a grób kolebką, człowiek więcej uśmiecha się niż smuci i lęka. Albo taki cytat: „ Śmierć ( jak o tym niżej będzie) / swoje figle płata wszędzie:/ magnata przygniata, / bogacza zahacza,/ młodzika spotyka,/ dziada napada,/…/ Śmierć matula, / Jak Cybula / Łzy wyciska, / Gdy przyciska.”

Antoni Kroh znakomity etnograf w swojej książce „Anioł śmierci z kilku stron” także w sposób żartobliwy pisze o przemijaniu i śmierci. Co więcej wyznał, że „ Jeśli czeka mnie dogorywanie w hospicjum, chciałbym, żeby moim kapelanem był ksiądz Baka, nikt inny.”. A, że jest to niemożliwe, 87. letni dziś Antoni Kroh wierzy, że zdoła sam przywołać z pamięci jego wiersze, po tylekroć czytane. Zauważa też, że nikt nie wpadł dotychczas na pomysł opracowania kajecika- śpiewnika dla ciężko chorych i umierających. Póki co Pan Antoni pracuje obecnie nad książką o miłości.

Ludzie z poczuciem humoru mają niekiedy zaskakujące pośmiertne plany. Co prawda Bob Hope woli niespodziankę mówiąc: „ Gdzie rozrzucić  moje prochy? Nie wiem. Zróbcie mi niespodziankę.” Ale już  Bohumil Hrabal woli sam o tym zdecydować: „ muszą mnie pochować w samych kalesonach i boso, bo ubranie i buty można sprzedać…i każę się spopielić, a z tym popiołem są dwa wyjścia[…] albo ten popiół rozrzucą drogowcy razem z piaskiem po drogach, które lubię najbardziej[…] albo mam coś jeszcze piękniejszego. Teraz coraz bardziej lubię piwo […] a jakby tak zamiast do urny wsypali mnie do puszki po piwie?” Też mogłabym snuć plany pogrzebowe co dalej z moimi prochami, gdyby nie obowiązujące u nas przepisy, które zamykają ten temat ostatecznie. I nie pomoże tu nawet telefon do przyjaciela.

Odtwórca roli Flipa, amerykański aktor  Stan Laurent lojalnie uprzedza, że: „ Jeśli zobaczę na moim pogrzebie kogoś, kto płacze, nigdy się już do niego nie odezwę.”

Ludzie z poczuciem humoru wymyślają dla siebie epitafia. Czy faktycznie zostaną później umieszczone na płycie grobowej, to już zależy od poczucia humoru upoważnionych do pochówku zmarłej/ zmarłego. Na przykład Krystyna Feldman, niezapomniana w roli Nikifora, wymyśliła takie: „ Nie dziw się wcale, przechodniu kochany, / że ten mały grobek taki rozkopany. / Tu leży Feldman, co nawet po śmierci, / zamiast w grobie leżeć, to się w grobie wierci.”

„ Nie wierzę w życie pozagrobowe, ale na wszelki wypadek zabiorę zmianę bielizny”- wyznał z kolei Woody Allen.

„Chciałbym umrzeć młodo, ale jak najpóźniej.”- napisał w swojej autobiografii Stefan Friedmann.

Mogłabym jeszcze wiele żartobliwych wypowiedzi o śmierci przytaczać, ale jednak zakończę w innym tonie:

W dniu twoich narodzin, wszyscy byli weseli, tylko ty płakałeś. Żyj tak, by w twej ostatniej godzinie płakali wszyscy inni. Ty jeden – byś łzy nie miał w oku i śmierć spotykał spokojnie, kiedykolwiek przyjdzie” – głosi napis na domu w Jonkoping, w którym urodził się Dag Hammarskjold.

Uśmiechnij się ( mimo wszystko)

Magda Dygat właśc. Magdalena Dygat-Dudzińska ( córka pisarza Stanisława Dygata i aktorki Władysławy Nawrockiej) w „ Małym alfabecie Magdy i Andrzeja Dudzińskich” opowiada:

„ Kiedyś na otwarciu wystawy, która odbywała się w okolicach Wszystkich Świętych, usłyszałam, jak ktoś narzekał, że trudno jest dostać teraz dobre miejsce na cmentarzu. - Jak sobie człowiek zawczasu grobu nie załatwi, to potem leży gdzieś na Wólce Węglowej albo jeszcze dalej. – Aaa…proszę pana… - odezwał się inny pan – bo to trzeba sobie dużo wcześniej załatwić. Ja mam piękne miejsce na Powązkach, pod drzewem i do tego w dobrym towarzystwie. – Noo! To na co pan czeka!? – odezwała się jakaś pani.”

                                                  

 

 

    

 

 

 


Sobota, Październik 7, 2023, 16:46 | Brak komentarzy »

6.10.23

„ Lubię tę porę roku. Wczesna jesień. Lato jeszcze całkiem nie obumarło.”- Michał Heller (1936)

Co do mnie to bardzo lubię jesień w całości, że tak się wyrażę. Nie tylko tę wczesną kiedy: „ Zieleń walczy z narastającą inwazją złota. W powietrzu unosi się zapach ziemi, przygotowującej się do zimowego odpoczynku.”- jak napisał w „ Podróżach z filozofią w tle” autor dzisiejszego motta ( z tejże lektury zaczerpniętego), laureat Nagrody Templetona i światowej sławy kosmolog i fizyk ks. Michał Heller.

Bardzo lubię patrzeć na spadające liście z drzew. Mam ku temu świetną okazję. Nasz dom otoczony jest lasem. Na wyciągnięcie ręki rosną dwie brzozy niczym siostry bliźniaczki. One pierwsze tracą liście, choć jeszcze niechętnie. Patrząc na spadające liście wcale nie myślę o  przemijaniu. Zgadzam się z austriackim pisarzem Peterem Roseggerem, który mówił:  „ Liście, które jesienią spadają z drzew, chciałyby się wskazać jako przykład przemijania. Byłby to jednak zły przykład, ponieważ po kilku miesiącach drzewo wypuści nowe liście i nastanie wiosna, dokładnie taka jak była wcześniej”. Jakie zatem przemijanie? Raczej niezawodny, powtarzający się co roku mechanizm odradzania lub cud jak kto woli.

Co ciekawe, można doszukiwać się kontekstu między oderwanym od gałęzi liściem a człowiekiem. Znalazł go Ludwik Hirszfeld znakomity lekarz, pedagog i współodkrywca grup krwi, przekonując, że: „ Najpotężniejsze uczucie szczęścia odczuwamy wówczas, gdy z siebie coś dajemy.[…] Szczęśliwy, kto toruje nowe drogi. Szczęśliwy nawet ten, kto kocha nieszczęśliwie. Tylko ten jest nieszczęśliwy, co nie dąży i nie pragnie, nieszczęśliwy jak liść oderwany od swej gałęzi i gnany bezwolnie przez wiatr jesieni.” – czytam w jego autobiografii „ Historia jednego życia”.

Lubię jesienny czas ponieważ to: „ Cudownych blasków czas! O, dęby, buki, klony i platany, Ciepłych odcieni stubarwne organy”- jak ujął to pięknie poeta trzech pokoleń Leopold Staff w wierszu „ Jesień”. Chyba mniej znanym niż jego „ Deszcz jesienny” co o szyby dzwoni i nastraja pesymistycznie. Sam autor był pogodnym i dowcipnym człowiekiem. Na potwierdzenie taka oto anegdotka. Kiedyś na Krakowskim Przedmieściu Staff spotyka kolegę po piórze Lucjana Rydla, który gdzieś biegnie. Na widok Staffa zatrzymuje się – Gdzie tak biegniesz? – Wyobraź sobie – odpowiada Rydel- że spaceruje sobie spokojnie po rynku a tu podchodzi do mnie ten łobuz i pyta która godzina? To odpowiadam grzecznie, że pół do dwunastej. A on: - To o dwunastej może mnie pan pocałować w dupę! Na co Staff: To gdzie się tak spieszysz, masz jeszcze pół godziny.

A my mamy początek jesieni i kończącą się kampanię wyborczą. Owszem  „ Fizjologia wyznacza gadulstwu pewne granice. Ale nonsens tego, co się wygaduje, nie jest ograniczony żadnym prawem przyrody. Mogę powiedzieć największe głupstwo i nie dostanę ani wrzodów na języku, ani padaczki.” – czytam u Mrożka w Małych listach. Ciekawe jakby to było, gdyby nie tylko w czasie kończącej się kampanii wyborczej za wypowiedziane głupstwa, absurdy i kłamstwa, że czarne jest białe, a białe jest czarne mówczyni/ mówca dostawaliby faktycznie wrzodów na języku jak i padaczki. Być może dałoby się tym sposobem naprawić świat. Bo to już najwyższy czas.

Póki co, wracam do jesieni. Jako optymistka szukam w niej optymistycznych akcentów. Na przekór wierszom i piosenkom o jesieni, w których jest więcej smutku niż radości, żalu niż nadziei. Choćby te „ jesienne róże, róże smutne herbaciane”, które „ szepczą cicho o rozstaniu” i „ mówią o pożegnaniu”. Wybieram zatem kasztany, co lecą z drzew „ wprost pod stopy par roześmianych, jak rudy lecą grad…” i radują serca tak dzieci ( zapałczane koniki, a może i dinozaury?)  jak i dorosłych (np. kasztanowa nalewka). W tym i moje, bo dzięki lecącym kasztanom łapię optymistyczny akcent jesieni. Także w piosence Czerwonych Gitar  „ Jesień idzie przez park” do słów Marka Gaszyńskiego i muzyki Krzysztofa Klenczona, znalazłam optymistyczną nutkę jesieni. Kiedy słyszę „ Jesień, znowu czekam na list./ Jesień, zamiast listu mam liść.” – to myślę, że lepszy liść niż nic, prawda?

Szukajcie a znajdziecie, głosi sentencja z Biblii. Więc znalazłam na jesienną i życiową nostalgię antidotum, którym są …marzenia. Śpiewa o tym Michał Bajor do tekstu Jonasza Kofty i muzyki Janusza Strobla:

„ Gdy spadają jak liście/ Kartki dat z kalendarzy/ Kiedy szaro i mgliście/ Trzeba marzyć/ W chłodnej, pustej godzinie/ Na swój los się odważyć/ Nim twe szczęście cię minie/ Trzeba marzyć”

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

- Będzie deszcz, łamie mnie w kościach

- A ma pan jaki środek na to łamanie?

- Mam

- To zażyj pan – po co ma padać.

                                                            Szpilki nr 39 ( 1945)

 


Niedziela, Wrzesień 17, 2023, 22:06 | Brak komentarzy »

14.09.23

„My lubimy grzybobranie./ Grzyby mają inne zdanie”-  Dorota Gellner ( 1962) poetka, autorka książek i piosenek dla dzieci. 

Choćbym chciała nie mogę nazwać się  grzybiarką.  Na ponad tysiąc gatunków jadalnych grzybów znam zaledwie kilkanaście. Nie mniej lubię chodzić do lasu na grzyby. Idę zawsze z mężem, który w przeciwieństwie do swojej żony jest grzybiarzem. Dlatego to on ostatecznie decyduje, czy znaleziony przeze mnie okaz trafi do koszyka czy pozostanie na wolności. A, że sezon na grzyby trwa w najlepsze stąd dzisiejsze grzybowe motto oraz temat.  

„ Rzuca się wszystko i hyc! pod krzaczek, / Może pod krzaczkiem rośnie maślaczek? / Spod tego krzaczka pod świerczek hyc! / Może pod świerczkiem przycupnął rydz? / Spod tego świerczka pod sosnę nurka / Może pod sosną trafi się kurka?”- taki zabawny opis grzybobrania daje nam Ludwik Jerzy Kern. Niestety w naszym lesie w tym roku ani pod sosną ani pod świerczkiem ani  nigdzie żadna kurka nam się nie trafiła. O rydzu mogę sobie tylko pośpiewać, rzecz jasna nie tak pięknie jak śpiewała Helena Majdaniec czy Maria Koterbska: „ O, rudy, rudy, rudy, rudy rydz/  Jaka piękna sztuka! /Rudy, rudy, rudy rydz / A ja rydzów szukam /O, rudy, rudy, rudy, rudy rydz / Mam na rydza smaczek /Rudy, rudy, rudy, rudy rydz /Lepszy niż maślaczek.” Zgadza się i dlatego:

„Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy/ I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,/ Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory, / Czy zimą. Ale Wojski zbierał muchomory”- a to oczywiście cytat z II Księgi „ Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. A dlaczego Wojski zbierał muchomory?  Czyżby sporządzał z nich zabójczą miksturę na muchy, o czym zapomniał napisać Mickiewicz? „ Pokrajana w kawałki świeża bedłka muchomorowa gotuje się w mleku, a mleko to rozlewa się na miseczki dla much lub smaruje nim szpary, gdzie pluskwy siedzą” – oto dokładny przepis na ową miksturę zamieszczony w Encyklopedii Powszechnej z…1865!

Kolejnego dowodu na to, że na wojnie z muchami zawsze można liczyć na muchomory, dostarcza Jan Brzechwa: „ Król Borowik Prawdziwy szedł lasem/Postukując swym jedynym obcasem,/A ze złości brunatny był cały,/ Bo go muchy okrutnie kąsały./Tedy siadł uroczyście pod dębem/I rozkazał na alarm bić w bęben:/ "Hej, grzyby, grzyby,/Przybywajcie do mojej siedziby,/Przybywajcie orężnymi pułkami./ Wyruszamy na wojnę z muchami!"  Niestety nie było chętnych. Co prawda: „Odezwały się pierwsze opieńki: "Opieniek jest maleńki,/ A tam trzeba skakać na sążeń,/ Gdzie nam, królu, do takich dążeń?!" po nich załkały surojadki: "My mamy maleńkie dziatki,/ Wolimy życie spokojne,/ Inne grzyby prowadź na wojnę." następnie:  „Zaszemrały modraczki:/ "Mamy całkiem zniszczone fraczki,/ Mamy buty wśród grzybów najstarsze,/ Nie dla nas wojenne marsze." na koniec: „ Zastękały czubajki:/ "Wpierw musimy wypalić fajki,/ Wypalimy je, królu, do zimy,/ W zimie z tobą na wojnę ruszymy."

Co w tej sytuacji robi Król Borowik Prawdziwy? „ A król siedzi niezmiennie pod dębem,/ Każe znowu na alarm bić w bęben:/ "Przybywajcie, pieczarki, maślaki,/ Trufle, gąski, purchawki, koźlaki,/ Bedłki, rydze, bielaki i smardze,/ Przybywajcie, bo tchórzami pogardzę!"/ Ledwo rzekł to, wtem patrzy, a z boru/ Maszeruje pułk muchomorów:/ "Przychodzimy z muchami wojować,/ Ty nas, królu, na wojnę prowadź!"/ Wojowały grzybowe zuchy,/ Pokonały aż cztery muchy./ Król Borowik winszował im szczerze/ I dał wszystkim po grzybowym orderze.”

Nie wiem dlaczego, ale czytając ten wiersz pomyślałam o frekwencji wyborczej w dniu 15. października. Czy będzie wyższa niż w ostatnich wyborach? Ile pułków uprawnionych do głosowania przybędzie w tym dniu do urn? Okaże się wówczas czy więcej wśród nas muchomorów, czy jednak opieńków, surojadek, modraszków i czubajek. Póki co, coraz głośniej bije bęben wyborczy.

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

„ (...) Cny grzybie borowiku, Ty jesteś jak zdrowie,

Ile Cię cenić trzeba, ten tylko się dowie,

Kto się struł innymi; dziś w całej ozdobie

Opisuję Twą piękność, bo potrawkę robię.

Posiekałem Cię drobno, dodałem cebulkę;

Teraz jem, teraz zjadłem, teraz śpiewam czule.

Towarzyszem mi byłeś w wyprawach do lasu,

Zjawiłeś się znienacka, od czasu do czasu,

I wjeżdżałeś karetą (koszykiem) w żołądek...

Zjadłem Ciebie z miłości, co za nierozsądek!

Gdybym mógł, to bym Ciebie był zabalsamował

I postawił na biurku, a nie spałaszował!”

     Jan Sztaudynger ( zapalony grzybiarz) „ Wojna grzybów”


Czwartek, Sierpień 31, 2023, 23:13 | Brak komentarzy »

29.08.23

„ Ten, kto się śmieje ostatni przeważnie nie ma jednego zęba na przodzie”-       Baruch Spinoza (1632 – 1677)

Za nami ostatni wakacyjny weekend, przed nami ostatnie dni sierpnia. Dlatego słowem-kluczem do dzisiejszego wpisu jest słowo ostatni.

Zatem nie traćmy nadziei, która jak wiadomo umiera ostatnia, że mijające powoli lato będzie ostatnim, w którym padały rekordy najwyższej w historii ludzkości temperatury powietrza, jak i ostatnim, w którym miliony ludzi cierpiały z powodu braku dostępu do wody pitnej, jak i ostatnim, w którym…i tu każdy może wymienić osobistą nadzieję, jaką żywi ostatnimi czasy.

Antonie de Saint-Exupery mawiał: „ Nie trać nigdy cierpliwości, to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi”. A ja się zastanawiam jaki klucz mógłby otworzyć drzwi do rozumu i serc tych, którzy po trupach przyrody dążą do coraz większych zysków. Tym bardziej, że ludzie ci ostentacyjnie ignorują alarmujące naukowe raporty o stanie zdrowia naszej planety, czyli w ich przypadku nie działa ów potęgi klucz, bo przecież  „nauka to potęgi klucz”, że przypomnę słowa z wiersza Ignacego Balińskiego, prawnika i poety. Gdzie zatem szukać tego, który zadziała, tej ostatniej deski ratunku?  Bez takiego klucza raczej prędzej niż później spełni się przepowiednia wodza Lakotów Tȟatȟáŋka Íyotake tj. Siedzącego Byka, który powiedział: „ Dopiero kiedy ostatnie drzewo zostanie ścięte, ostatnia rzeka zatruta, ostatni ptak schwytany, człowiek zrozumie, że pieniędzy nie można jeść”.

Ostatnia deska ratunku może być owszem smutną historią, ale też z optymistyczną pointą. Zwłaszcza jeśli opowiada ją Stanisław Jerzy Lec: „ Było ich czterech. Każdy miał ostatnią deskę ratunku. Wszystkie cztery starczyły ledwie na jedną trumnę. Którą sprzedali.”

W ostatnich latach życia wcale nie musi być smutno. „ Profesor Tatarkiewicz w ostatnich latach życia powiadał, że cieszy się z tego, że głuchnie, bo wokół coraz mniej pada wypowiedzi, które by go nie drażniły” – opowiadał jego przyjaciel Jerzy Waldorff.

Natomiast ostatnie odkrycie Josepha Conrada jest na wagę złota dla wszystkich, którzy chcieliby odmienić swój nędzny żywot: „ Pracuję ciągle nad Jimem. W lutym straszliwie chorowałem. Czuję się stary, chory, mam długi, lecz ostatnio odkryłem, że mogę pisać: to się posuwa, posuwa, czuję się młody, zdrowy i bogaty”.

Z kolei Louis de Funes w jednym z wywiadów powiedział: „ Sądzę, że zabawnie byłoby nakręcić film o swoim pogrzebie – film na którym widownia zrywałaby boki ze śmiechu. Rozśmieszyć ludzi swoją ostatnia drogą – to byłaby heca…”.

Jednak póki żyjemy: „ Każdy dzień witać trzeba, jakby to był już ostatni”  – czytam u Horacego. Dlaczego? Ponieważ: „ Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie”- a to już kolumbijski pisarz Gabriel Marquez. Wiedząc, że jest ciężko chory po raz ostatni w formie listu zwrócił się do swoich wiernych czytelników przekazując im bezcenne rady.  

Co prawda zaczynają już powoli spadać liście z drzew, ale do tego ostatniego jeszcze daleko. Niemniej warto moim zdaniem: „ Nim w gwiazdach nowy świt się zapali,/ Nim z drzewa spadnie ostatni liść./ Mówi się trudno, idzie się dalej,/ I jakoś zawsze jest dokąd iść!” – zwierzał się Marian Hemar, niezwykle płodny autor tekstów piosenek. Spod jego pióra wyszło ich trzy tysiące w tym wiele przebojów. I to był ostatni na dziś cytat.

Uśmiechnij się!( mimo wszystko)

Belgijski malarz i rzeźbiarz „ Konstantin Meunier pokłócił się pewnego razu ze swoją starą przyjaciółką. Po ostrej wymianie słów ona chcąc mieć ostatnie słowo wykrzyknęła: — Och, gdybym była twoją żoną, nalałabym ci trucizny! — Kochanie —odrzekł Meunier — gdybym był twoim mężem, wypiłbym bez wahania.”                                                                                                                                                                                         „Wesoły kramik” opr. Wiesława Dworczyńska


Czwartek, Sierpień 24, 2023, 16:39 | Brak komentarzy »

21.08.23

„ Dla siebie samego jestem optymistą. Bycie kimkolwiek innym, nie zdaje się być do czegokolwiek przydatne”- Winston Churchill (1874-1965)

Tak jak i poprzedni wpis, tak i dzisiejszy rozpoczynam mottem o optymizmie. Okazuje się bowiem, że dziś tj. 21 sierpnia przypada Światowy Dzień Optymisty. Wymyślił go Pan Mariusz Pujszo założyciel fundacji „ Jestem optymistą” i to z jego inicjatywy od 2016 roku ŚDO obejmuje swym zasięgiem coraz więcej…optymistów. Przyznam, że jako urodzona optymistka, nic mi było o tym nie wiadomo. Na szczęście dziś przeczytałam o ŚDO w newsletterze jednej z gazet na poczcie mailowej. Zaraz też sprawdziłam czy jest coś na ten temat na popularnym portalu internetowym, który przedstawia się jako „ codzienne źródło informacji milionów Polaków”. Nic nie było. A szkoda. Ciekawe dlaczego? Tym bardziej szkoda, że jak napisał Gałczyński: „ To bardzo polska jest choroba / tak boczyć się i psioczyć, / nam się nic nigdy nie podoba, / a świat jest uroczy!” Uroczy oczywiście dla optymistów.

Najważniejszą korzyścią z bycia optymistą jest to, że to oni żyją dłużej! Co prawda optymista prof. Władysław Bartoszewski mówił, że: „ optymiści i pesymiści żyją tak samo długo, tylko optymiści przyjemniej”, to jednak najnowsze badania naukowe na najliczniejszej jak dotąd grupie osób, bo obejmującej aż 70 tysięcy kobiet i mężczyzn dowiodły, że jednak optymiści żyją dłużej! ( wiadomość z newslettera)

A czego dowiodła medycyna? „ Sprawą jest dziś oczywistą,/ że być warto optymistą/ i wybaczać wiele razy/ różne krzywdy i urazy…/ bo dowiodła medycyna,/ że optymizm to przyczyna/ fenomenu, by zawały/ znacznie rzadziej się zdarzały”- napisał współczesny fraszkopisarz Marcin Urban. Co więcej, wierzy on, że można myśleć o fraszkoterapii jak o sposobie na poprawę samopoczucia. Dlatego zachęca wszystkich do pisania fraszek i do dzielenia się nimi z innymi ludźmi. Pomyślałam, że może w takim razie warto byłoby zainicjować Światowy Dzień Fraszkopisarzy. Tych zawodowych i tych przypadkowych.

Czy łatwo być optymistą? „ Bycie optymistą po tym, jak masz wszystko, czego chcesz, nie liczy się” – twierdził amerykański komik i dziennikarz Kin Hubbord. Zgadzam się.  Liczy się tylko taki optymizm, który masz w sobie,  mimo że wszystko układa ci się źle. To nie jest łatwe. Czasami jest to sztuka. Kiedy? Odpowiada Leopold Tyrmand: „ Ale dostrzegać dół kloaczny, zdawać sobie sprawę z jego głębi i smrodu, a mimo to pozostawać optymistą…to sztuka”.

Sztuką też będzie dostrzec optymistyczną przyszłość w…utracie. Tylko  optymista to potrafi. Na przykład o utracie zębów powie tak: Nie ma zębów, nie ma bólu. To optymistyczna perspektywa dla bojących się dentysty. Szkoda tylko, że za sztuczne zęby nie można zapłacić fałszywymi pieniędzmi, co postulował już w dziewiętnastym wieku Gomez de la Serna. Ale to nie wszystko. „ Po stracie zębów podobno większa swoboda języka”- dodałby optymistycznie Stanisław Jerzy Lec.

Nietuzinkową odpowiedź na pytanie czy jesteś optymistą czy pesymistą dał Albert Schweitzer, lekarz, noblista, założyciel szpitala dla tubylców w Gabonie, znawca i wykonawca muzyki Bacha, a i to nie wszystko. Otóż odpowiedział on tak: „ moje poznanie jest pesymistyczne, a moje pragnienia i nadzieje – optymistyczne”. Dokładnie tak. Ileż to razy człowiek z optymistyczną nadzieją startuje by spełnić swoje optymistyczne pragnienie. A kiedy mu się to udaje, nie zawsze czuje się optymistycznie spełnionym człowiekiem (wiem coś na ten temat). Albo weźmy na tapet optymistyczne obietnice, którym ludzie ulegają w różnych sytuacjach życiowych, o kampaniach wyborczych nawet nie wspominam. Tak, tak „ Ludzie jak ryby dają się na wędki łapać, tylko trzeba wiedzieć jaką ponętę na wędkę założyć należy”- napisał Alojzy Żółkowski w swoim XIX wiecznym piśmie satyrycznym Momus.

Pamiętając o toczących się na świecie wojnach, o płonących lasach, suszach, wysychających rzekach, nawałnicach,  jak i innych tragicznych skutkach zmian klimatycznych, za które odpowiada człowiek, spróbuję z okazji dzisiejszego Światowego Dnia Optymisty zakończyć wpis optymistycznie, a więc „ nie narzekajmy, […] będzie jeszcze gorzej, co jest zwrotem optymistycznym, pesymista mówi, że gorzej już być nie może, optymista, że może, a więc nie jest tak źle, skoro może być gorzej”- powiedział zdeklarowany zwolennik pesymizmu Stefan Kisielewski. Niech zatem ostatnie słowo należy do zdeklarowanego zwolennika optymizmu prof. Władysława Bartoszewskiego, który uważał, że „ nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej”.

Uśmiechnij się ! ( mimo wszystko)

„ Kiedy Zofia Bartoszewska czasem na coś narzekała, Profesor wtrącał uspakajająco:

 - Zosiu, w Oświęcimiu było gorzej. – Władku, czy ty musisz wszystko porównywać do Oświęcimia? Na co Profesor wyjaśniał:  - Nie, ale przyznasz, że tu nie ma komór gazowych.”

                Marek Zając „ "Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 123 odsłonach”

 


Wtorek, Sierpień 8, 2023, 23:25 | Brak komentarzy »

7.08.23

„ W dzisiejszych czasach należy być optymistą, by otworzyć z rana oczy” – Carl Sandburg ( 1878- 1967)

To tak samo jak w dzisiejszych czasach czyli drugiej dekadzie XXI wieku- myślę sobie. Nie wiem czy amerykański poeta i historyk był optymistą, wiem natomiast, że łatwo się mówi„ należy być optymistą”. Dużo trudniej de facto nim być.

Kilka dni temu zakończyły się rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie. Jestem pewna, że ich zapowiedź rozbudziła nie tylko we mnie,  duże nadzieje na zakończenie trwającej już pięćset dni inwazji Rosji na Ukrainę. Tymczasem „ mimo iż wszyscy byli zgodni co do tego, że suwerenność, niezależność i integralność terytorialna Ukrainy to kwestie, które nie podlegają dyskusji, nie wydano wspólnego oświadczenia” – czytam na portalu Onet.  Wojna trwa więc dalej. Pesymiści są pokrzepieni. Bo jak mawiał Kisiel „ Pesymizm krzepi- tak zawsze uważałem. […] pesymisty nie złamie porażka jego nadziei, bo bezwzględną nadzieją się nie karmił, a porażkę z góry wkalkulował w swoje przewidywania”.

Mamy sierpniowe załamanie pogody. Wydaje się więc, że po upalnych dniach w lipcu, zapowiedź meteorologów o zbliżających się opadach ucieszyła niemało osób, zwłaszcza tych którzy są już po urlopach nad Bałtykiem. Bo to w nim umiejscowił się niż Zachariasz. Imię to w hebrajskim znaczy „ Jahwe pamięta”. Pomyślałam, że urlopowicze, którzy w tym czasie przebywali nad Bałtykiem też będą pamiętać i to długo, co wyprawiał niż Zachariasz.  

A jak wyglądało niebo w dniach załamania pogodowego? Zapewne tak: „ niebo w owych dniach w większości wypadków było niezwykle ponure i przedstawiało całą masę skłębionych i nawarstwionych problemów i kompleksów, rozwiązujących się czasem z wielkim hałasem i rozdzieraniem szat niebieskich, a także za pomocą błysków, warknięć, huków i wyładowań.”- czytam w rozpoczętej dopiero co lekturze „ Złodzieje żarówek” Tomasza Różyckiego, poety i tłumacza, laureata tegorocznej Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Z optymizmem czytam dalej, choć to opowieść o czasach niezbyt optymistycznych, bo PRL-owskiej Polsce. Jednak za sprawą znakomitego pióra poety jest też śmiesznie. Dlatego lubię zanurzać się w tej lekturze.

A propos. „ Zanurzyłem się raz w optymizmie. Ledwo mnie odratowano.”- przyznał się Stanisław Jerzy Lec. A ja przyznam się, że znam to z autopsji. Niestety, do dziś nie mogę się odratować.  

Fakt, optymista nawet w pesymistycznej sytuacji dostrzeże optymizm. Jak choćby Antoni Marianowicz, który wyznał: „ Czekając na Godota” to pesymizm ponoć,/ Bo choć wszyscy czekają, facet z przyjściem zwleka…/ A ja w tym optymizmu widzę nieskończoność./ Gdy w ogóle na kogoś ( lub na coś) się czeka.”  Byle nie być w tych oczekiwaniach naiwnym.

Czekaj tatka latka, aż kobyłkę wilcy zjedzą – że przypomnę znane polskie przysłowie. Co prawda nie każdy uważa, że przysłowia są mądrością narodów, jak choćby Szymborska, co wyznała wprost w recenzji tomu Przysłów Oskara Kolberga, ale akurat zawartą w cytowanym przysłowiu radę warto zapamiętać. O co chodzi? Według Słownika języka polskiego „nie powinno się być naiwnym w oczekiwaniu na spełnienie czyichkolwiek obietnic”. Tymczasem tegoroczne lato pełne jest obietnic i to jakże optymistycznych. Wiadomo czyich i z jakiego powodu. Pamiętajmy jednakże o postaci filozofa Panglossa z arcydzieła Woltera Kandyd czyli optymizm w tłumaczeniu Boya. Pangloss był nauczycielem Kandyda, a „ wobec walących się wokół nieszczęść, utrzymuje wciąż, że „ wszystko jest najlepsze na najlepszym ze światów”. Gwoli ścisłości dodam, że Pangloss został powieszony. A propos.

„ Nic to, żeś łach i masz stracha / Chodź ze mną ku prawdzie i światłu!/ Wybaczy pan – ale się waham / powiedział wisielec do wiatru” – czytam  w „Księdze zdziwień” Andrzeja Dudzińskiego i Jonasza Kofty i dostrzegam w wierszyku tym – zapewne autorstwa Kofty- sporo optymizmu.  

Jeszcze więcej widzę go w słowach Elizy Orzeszkowej: „ Starożytny mędrzec hebrajski powiedział o życiu człowieka: „ żółci beczka, miodu kropla” – kropla tylko, ale jest. Kto ją wypije, nie ma prawa do pokazywania światu samej tylko goryczy; kto ją dostrzeże, może powiedzieć sobie: „ Fabrykujmy miód na szkodę żółci!” Racja, fabrykujmy! I sadźmy …jabłonie. Jak Carol, druga żona Czesława Miłosza, który nie omieszkał napisać o tym w „ Roku myśliwego”: „ Parę dni temu Carol posadziła jabłonkę. Sadzenie jabłoni jest optymistyczne, jak w legendzie o Johnny Appleseed: my przemijamy, jabłonie zostają.”

Uśmiechnij się! (mimo wszystko)

Na dworze Ludwika XIV sprzeczały się raz dwie damy i prosiły króla, aby je rozsądził. Król rzekł: „ Która młodsza, niech pierwsza ustąpi!”. Sprzeczka zaraz ustała, bo każda za młodszą uchodzić chciała. [ ze starych kronik]

Kanikuła ze starej XIX – wiecznej Gazety: Wczoraj utonęło 3 obywateli, 7 ludzi, 2 Żydów i 1 szewc. [ Przekrój 28/1993]  

 


          
 

 
 
 
(c)2021, All Rights Reserved
Liczba odwiedzin: 18328