Blog autorski
Jolanty Szwalbe

Wtorek, Sierpień 8, 2023, 23:25 | Brak komentarzy »

7.08.23

„ W dzisiejszych czasach należy być optymistą, by otworzyć z rana oczy” – Carl Sandburg ( 1878- 1967)

To tak samo jak w dzisiejszych czasach czyli drugiej dekadzie XXI wieku- myślę sobie. Nie wiem czy amerykański poeta i historyk był optymistą, wiem natomiast, że łatwo się mówi„ należy być optymistą”. Dużo trudniej de facto nim być.

Kilka dni temu zakończyły się rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie. Jestem pewna, że ich zapowiedź rozbudziła nie tylko we mnie,  duże nadzieje na zakończenie trwającej już pięćset dni inwazji Rosji na Ukrainę. Tymczasem „ mimo iż wszyscy byli zgodni co do tego, że suwerenność, niezależność i integralność terytorialna Ukrainy to kwestie, które nie podlegają dyskusji, nie wydano wspólnego oświadczenia” – czytam na portalu Onet.  Wojna trwa więc dalej. Pesymiści są pokrzepieni. Bo jak mawiał Kisiel „ Pesymizm krzepi- tak zawsze uważałem. […] pesymisty nie złamie porażka jego nadziei, bo bezwzględną nadzieją się nie karmił, a porażkę z góry wkalkulował w swoje przewidywania”.

Mamy sierpniowe załamanie pogody. Wydaje się więc, że po upalnych dniach w lipcu, zapowiedź meteorologów o zbliżających się opadach ucieszyła niemało osób, zwłaszcza tych którzy są już po urlopach nad Bałtykiem. Bo to w nim umiejscowił się niż Zachariasz. Imię to w hebrajskim znaczy „ Jahwe pamięta”. Pomyślałam, że urlopowicze, którzy w tym czasie przebywali nad Bałtykiem też będą pamiętać i to długo, co wyprawiał niż Zachariasz.  

A jak wyglądało niebo w dniach załamania pogodowego? Zapewne tak: „ niebo w owych dniach w większości wypadków było niezwykle ponure i przedstawiało całą masę skłębionych i nawarstwionych problemów i kompleksów, rozwiązujących się czasem z wielkim hałasem i rozdzieraniem szat niebieskich, a także za pomocą błysków, warknięć, huków i wyładowań.”- czytam w rozpoczętej dopiero co lekturze „ Złodzieje żarówek” Tomasza Różyckiego, poety i tłumacza, laureata tegorocznej Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Z optymizmem czytam dalej, choć to opowieść o czasach niezbyt optymistycznych, bo PRL-owskiej Polsce. Jednak za sprawą znakomitego pióra poety jest też śmiesznie. Dlatego lubię zanurzać się w tej lekturze.

A propos. „ Zanurzyłem się raz w optymizmie. Ledwo mnie odratowano.”- przyznał się Stanisław Jerzy Lec. A ja przyznam się, że znam to z autopsji. Niestety, do dziś nie mogę się odratować.  

Fakt, optymista nawet w pesymistycznej sytuacji dostrzeże optymizm. Jak choćby Antoni Marianowicz, który wyznał: „ Czekając na Godota” to pesymizm ponoć,/ Bo choć wszyscy czekają, facet z przyjściem zwleka…/ A ja w tym optymizmu widzę nieskończoność./ Gdy w ogóle na kogoś ( lub na coś) się czeka.”  Byle nie być w tych oczekiwaniach naiwnym.

Czekaj tatka latka, aż kobyłkę wilcy zjedzą – że przypomnę znane polskie przysłowie. Co prawda nie każdy uważa, że przysłowia są mądrością narodów, jak choćby Szymborska, co wyznała wprost w recenzji tomu Przysłów Oskara Kolberga, ale akurat zawartą w cytowanym przysłowiu radę warto zapamiętać. O co chodzi? Według Słownika języka polskiego „nie powinno się być naiwnym w oczekiwaniu na spełnienie czyichkolwiek obietnic”. Tymczasem tegoroczne lato pełne jest obietnic i to jakże optymistycznych. Wiadomo czyich i z jakiego powodu. Pamiętajmy jednakże o postaci filozofa Panglossa z arcydzieła Woltera Kandyd czyli optymizm w tłumaczeniu Boya. Pangloss był nauczycielem Kandyda, a „ wobec walących się wokół nieszczęść, utrzymuje wciąż, że „ wszystko jest najlepsze na najlepszym ze światów”. Gwoli ścisłości dodam, że Pangloss został powieszony. A propos.

„ Nic to, żeś łach i masz stracha / Chodź ze mną ku prawdzie i światłu!/ Wybaczy pan – ale się waham / powiedział wisielec do wiatru” – czytam  w „Księdze zdziwień” Andrzeja Dudzińskiego i Jonasza Kofty i dostrzegam w wierszyku tym – zapewne autorstwa Kofty- sporo optymizmu.  

Jeszcze więcej widzę go w słowach Elizy Orzeszkowej: „ Starożytny mędrzec hebrajski powiedział o życiu człowieka: „ żółci beczka, miodu kropla” – kropla tylko, ale jest. Kto ją wypije, nie ma prawa do pokazywania światu samej tylko goryczy; kto ją dostrzeże, może powiedzieć sobie: „ Fabrykujmy miód na szkodę żółci!” Racja, fabrykujmy! I sadźmy …jabłonie. Jak Carol, druga żona Czesława Miłosza, który nie omieszkał napisać o tym w „ Roku myśliwego”: „ Parę dni temu Carol posadziła jabłonkę. Sadzenie jabłoni jest optymistyczne, jak w legendzie o Johnny Appleseed: my przemijamy, jabłonie zostają.”

Uśmiechnij się! (mimo wszystko)

Na dworze Ludwika XIV sprzeczały się raz dwie damy i prosiły króla, aby je rozsądził. Król rzekł: „ Która młodsza, niech pierwsza ustąpi!”. Sprzeczka zaraz ustała, bo każda za młodszą uchodzić chciała. [ ze starych kronik]

Kanikuła ze starej XIX – wiecznej Gazety: Wczoraj utonęło 3 obywateli, 7 ludzi, 2 Żydów i 1 szewc. [ Przekrój 28/1993]  

 


Czwartek, Lipiec 20, 2023, 23:20 | Brak komentarzy »

18.07.23

Tak być musi! – najokrutniejszy przymus. Tak być musiało! – najlepsze pocieszenie.”  Maria von Ebner – Eschenbach ( 1830- 1916)

Zgadzam się ze słowami austriackiej pisarki, uchodzącej za jedną z największych pisarek niemieckojęzycznych końca XIX wieku. Także znakomitej aforystki czego dowodem dzisiejsze motto. „ Tak być musiało”  z pewnością jest pocieszającą frazą w obliczu porażki poniesionej po heroicznym boju o wymarzony cel. Chętnie wpisuję ją na listę osobistych „pocieszek”.

Ciekawi mnie, jak pocieszają się przegrani w tegorocznym Wimbledonie, najstarszym i najbardziej prestiżowym turnieju wielkoszlemowym. Zwłaszcza bardzo sympatyczna Tunezyjka Ons Jabeur, która przegrała finał z dużo niżej notowaną, bo 42. Czeszką Markétą Vondroušovą. Porażkę Ons skomentowałabym, że to …heca prosto z pieca. Natomiast porażkę Huberta Hurkacza w półfinale z Novakiem Djokovicem podsumuję słowami Toma Petersa. Ten amerykański pisarz, praktyk, autor bestsellerów z zakresu zarządzania uważał, że należy: „ Nagradzać wybitne porażki! Karać za małe sukcesy!”. Zatem posypały się komplementy pod adresem Huberta od Novaka, komentatorów tenisowych i kibiców. Tak to jest z wybitnymi porażkami.

Na pewno nie muszą pocieszać się polskie siatkarki, które pod wodzą włoskiego trenera Stefano Lavariniego wygrały z Amerykankami mecz o brązowy medal w Lidze Narodów. Co warto podkreślić, jest to pierwszy medal w kobiecej siatkówce od …55 lat tj. od olimpiady w Meksyku! Brawo Dziewczyny! Brawo Stefano! A propos.  „ Gdyby usłyszał w telewizji, że nazajutrz cały dzień będzie lał deszcz, zdołałby to powiedzieć w taki sposób, że w ogóle by cię to nie zmartwiło, a wywołało uśmiech na twarzy. Stefano ma niezwykły dar roztaczania wokół siebie pozytywnej energii”  – powiedział jego przyjaciel , również trener Giovanni Guidetti.

A propos deszczu, który miałby lać przez cały dzień albo i dłużej, to ja bardzo proszę. Niechby nawet „ deszcz rozśpiewał się na całe gardło” – jak podczas pewnej młodzieńczej, nocnej wyprawy Aleksandra Maliszewskiego, którą pisarz ciepło wspomina w swojej książce „ U brzegu mojej Wisły”. Niechby sobie „ deszcz padał, padał i padał. Mżyło – dżdżyło- kapało- chlupało – lało jak z cebra – i zwyczajnie padało”- jak  podczas pierwszego lata na kurzej farmie u stóp Gór Olimpijskich, opisanego z humorem przez amerykańską pisarkę Betty MacDonald w książce „ Jajo i ja”. Po upalnej pierwszej połowie lipca przydałby się taki deszcz, prawda?

 „ Na wschodzie lekkie mżawki spod nogawki” – komentował lipcową pogodę Stefan Friedmann  w „ Dziełach żebranych” wydanych 26.lat temu. A jaki jeszcze pogodowo był lipiec w tamtym czasie? Otóż, były: „ Chmury znad Armenii, wiatry z Podola i grzmoty z Nienacka. Ogólne oziębienie polodowe. I w konsekwencji – gronkowiec. Złocisty. W kryształowym wazonie, stoi na fortepianie, siejąc smutek i ból.” Innymi słowy ówczesna pogodowa porażka.

A dziś? Dziś też mamy pogodową porażkę. Smutek i ból sieją nie tylko pomiary średniej temperatury na świecie. 3 lipca pierwszy raz w historii pomiarów średnia temperatura na świecie przekroczyła 17 stopni Celsjusza. „ Jest to średnia z pomiarów dokonanych przez tysiące czujników rozmieszczonych od Sahary przez Patagonię po biegun południowy. Wiele wskazuje, że tegoroczny lipiec będzie najgorętszym miesiącem od …125 tysięcy lat[…]”- czytam w Tygodniku Powszechnym z 16 lipca w artykule „ Przyszłość jest gorąca”. Czytam dalej, że: „ 50 mln mieszkańców wschodniej Afryki już dziś głód zagląda w oczy”. I to dopiero jest porażka ludzkości, która tym samym przekroczyła niestety granicę, której sama sobie obiecała nie przekroczyć.  A jak mawiał Samuel Beckett: „ Ludzkość to my, czy nam się to podoba czy nie.” Wobec takiej porażki nie działają żadne pocieszki. Traci moc nawet aforyzm z dzisiejszego motta: „ Tak musiało być”, bo właśnie Tak nie musiało być!!! Pozostaje jednak nadzieja, która przecież nic nie kosztuje, a pozwala przeżyć mimo spełniającego się czarnego scenariusza. Nadzieja, że być może „ wystarczy mała, malutka iskierka[…], a świat zacznie się zmieniać”. Na lepsze. W końcu „ Olśnienie rodzi się czasem wśród najciemniejszej nocy”- jak napisała w Błyskach Julia Hartwig. I tu stawiam kropkę, bo jakby co, kropkę zawsze łatwo przerobić na przecinek.

Uśmiechnij się! (mimo wszystko)

Babcia ogląda wakacyjne zdjęcia wnuczki znad morza:

- Ech, gdybym ja w młodości mogła nosić taki strój kąpielowy, to miałabyś takiego dziadka, że ho, ho…

 

Letnik pyta gospodarza:

- Czy macie tu jakiś pokój z bieżącą wodą?

- Był w tamtym roku, ale już naprawiliśmy dach…

                                                                                 

 


Wtorek, Lipiec 4, 2023, 23:44 | Brak komentarzy »

3.07.23

„ Żyjemy dłużej,/ ale mniej dokładnie/ i krótszymi zdaniami”. – Wisława Szymborska ( 2.07.1923- 1.02.2012)

Naszej znakomitej Poetce nie było dane dożyć swoich setnych urodzin. Niestety ostatnia kartka z kalendarza życia autorki „ Stu pociech”  została zerwana jedenaście lat temu. Świętowanie setnych urodzin oczywiście odbyło się. Choćby na przekór medialnej ciszy, w której upłynęło pierwszych sześć miesięcy Roku Wisławy Szymborskiej. Kulminacją świętowania było otwarcie w Krakowie 2.lipca pierwszego parku literackiego w Polsce imienia krakowskiej noblistki. Mam nadzieję, że kiedyś tam zawitam. Póki co, dzisiejszy wpis poświęcam pamięci Poetki. A propos pamięci.

„ Jestem złą publicznością dla swojej pamięci. / Chce, żebym bezustannie słuchała jej głosu,/ a ja się wiercę, chrząkam, / słucham i nie słucham, / …/ Chce, żebym żyła już tylko dla niej i z nią ,/…/ a u mnie ciągle w planach słońce teraźniejsze,/ obłoki aktualne, drogi na bieżąco”- czytam w wierszu „ Trudne życie z pamięcią”. Lubię poezję.  Lubię doświadczać radości czytania jaką wówczas odczuwam. Ale wiem, że nie wszyscy lubią poezję. Dobrze, że choć niektórzy.

„ Niektórzy -/ czyli nie wszyscy./ …/ Nie licząc szkół, gdzie się musi,/ i samych poetów,/ będzie tych osób chyba dwie na tysiąc”, co tłumaczyłoby traktowanie poezji jak piątego koła u wozu, bądźmy szczerzy, przez większość z nas. A w ogóle „ co to takiego poezja./ Niejedna chwiejna odpowiedź/ na to pytanie już padła/ A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego/ jak zbawiennej pryczy”. Z kolei w mowie noblowskiej Poetka zaznaczyła wyraźnie: „ Wysoko cenię sobie dwa słowa: nie wiem" i jeszcze: „ Poeta również, jeśli jest prawdziwym poetą, musi ciągle powtarzać sobie „ nie wiem”. Zatem jak przystało na prawdziwą poetkę pamiętając nieustannie o tych dwóch słowach tworzyła Wisława jakże pożywne i krzepiące ducha - wiersze.

Choćby na przekór dzisiejszej drożyzny, a ku pokrzepieniu serc możemy przeczytać: „ Życie na ziemi wypada dość tanio. / Za sny na przykład nie płacisz tu grosza./ Za złudzenia – dopiero kiedy utracone./ Za posiadanie ciała – tylko ciałem./…/ I jakby tego było jeszcze mało,/ kręcisz się bez biletu w karuzeli planet /…/”- prawda, że troszkę lżej robi się człowiekowi na duszy?

Dla pytających „ kim jestem” ?: „ Jestem kim jestem./ Niepojęty przypadek/ jak każdy przypadek./…/ Mogłam być kimś / o wiele mniej osobnym./ Kimś z ławicy, mrowiska, brzęczącego roju,/…/Kimś dużo mniej szczęśliwym,/ hodowanym na futro,/ na świąteczny stół,/…/ A co gdybym budziła w ludziach strach,/ albo tylko odrazę,/ albo tylko litość?

Dla spożywających trunki, co by nie mówili, że nie wiedzieli. O czym? O tym, że : „ Od wina nic tylko łysina, Od whisky masz iloraz niski, Od martini spodziewaj się potencji mini, Od drinka czeka cię czarna godzinka, Od sherry nogi czterry. Od samogonu utrata pionu. Od brandy swędzenie wszędy”.

Dla marzycieli znalazłam coś w jej „ Lekturach nadobowiązkowych „ Marzymy, ale jak niedbale, niedokładnie! „ Chcę być ptakiem”, powiada ten i ów. Ale gdyby posłuszny los zmienił go w indyka, czułby się zawiedziony”.

Dla tych co mówią: „ Im bliżej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”. Wisława Szymborska uważała, że jest to niemądry aforyzm. Argumentowała to tak: „ Ostatecznie ludzie to także wyżły, kundle, buldogi, koty syjamskie i burasy pręgowane, świnki morskie, żółwie, złote rybki, chociaż tego na zewnątrz nie widać”

A poza tym Poetka uważała primo: „przędziorka za jeden z najdowcipniejszych wybryków natury” , secundo: „ Dzisiejszy gość wychodzi syty na ciele, za to dusza jego skręca się z głodu”, tertio „ Dla kobiet chwile przed lustrem to minuty ciszy, podejrzliwości i bojowego nastawienia.”

Ulubionym zaś dowcipem Poetki według jej sekretarza był taki: Dwóch Szkotów jedzie pociągiem i jeden pyta drugiego: - Dokąd Pan jedzie? – W podróż poślubną. – A gdzie żona? – Ożeniłem się z wdową, ona już była.

Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Nie ma i nie będzie już drugiej Wisławy Szymborskiej. Z tej przyczyny…cieszmy się, że nam się zdarzyła.

Kończę dzisiejszy wpis jakże aktualną radą:„ Ale, proszę państwa , mamy lato. Czas, żeby przewietrzyć sobie skórę, płuca, głowę, a przede wszystkim odpocząć od własnej nieomylności.” - tak autorka „ Lektur nadobowiązkowych” zakończyła recenzję „ Wielkiej księgi anegdot” z 1997 roku  

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

„ Szymborska uwielbiała sobie porozmawiać o poezji. Pamiętam, że raz powiedziała mi: „ Panie Bogdanie, u pana to wszystko jest bardzo ostre i te opisy takie dokładne”. „ Bo to jest kwestia spojrzenia, ja tak ostrowidze”- odpowiedziałem. „ Bo ja widzę nawet pory w skórze pani twarzy” A ona: „ To straszne, ja panu bardzo współczuję. Bo ja z kolei widzę świat leciutko zamglony, bez wyraźnie zarysowanych konturów. I uważam, że mój świat jest piękniejszy niż pański”               

„ Bogdan Loebl. Słucham głosu serca”


Wtorek, Czerwiec 20, 2023, 19:39 | Brak komentarzy »

19.06.23

„ Choćby cię nie wiem ile podróż kosztowała, choćbyś się nie wiem jak zapożyczył, i tak do domu powrócisz bogatszy” –  ks. prof. Michał Heller ( 1936)

Za kilka dni skończy się wiosna i rok szkolny 2022/23. Mamy szczyt sezonu truskawkowego i coraz więcej owoców i warzyw pachnących latem. A jak lato to wakacje i urlopy. Czas na podróże małe i duże.

Stąd dzisiejsze motto, które jest czwartym prawem podróżnika, które kiedyś sformułował sobie ks. prof. Michał Heller wybitny naukowiec, kosmolog i fizyk, laureat Nagrody Templetona ( całą nagrodę - 1,6 mln dolarów przeznaczył na utworzenie Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych w Krakowie). Ks. prof. Heller jest autorem książki „ Podróże z filozofią w tle” ( niestety nie czytałam, ale niebawem zacznę), jest też wytrawnym podróżnikiem i to nie tylko w kosmosie. A te trzy pierwsze prawa podróżnika dotyczą pakowania walizki.

Wracając do podróży małych i dużych, to zapewne rozjedziemy się we wszystkie strony świata. Często z biurem podróży, ale też sami. Ta druga opcja kryje w sobie większą obietnicę przygody niż pierwsza. Dlaczego? „ Jeśli decydujesz się poznać kraj, jadąc dokładnie wytyczonym szlakiem, jesteś na wycieczce. Jeśli udasz się w stronę, która ci przyszła do głowy rano, tuż po przebudzeniu – zdecydowałeś się na przygodę”- odpowiada Maria Siemionow, światowej sławy polska chirurg i transplantolożka. Zaś pasjonat podróży indywidualnej Zbigniew Herbert dodaje: „ Wylądować wieczorem w jakimś mieście, którego nie znam, które przeczuwam, o którym czytałem. Złożyć walizki w pokoiku hotelowym i zanurzyć się w to miasto. Jest to przygoda prawie miłosna”. Poeta w taki właśnie sposób odbył większość swoich podróży: od Francji, przez Włochy, Grecję, Niemcy, Holandię, po USA.

Niemało osób będzie budzić się na RODOS ( Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką). Zapewne nie zabraknie szczęśliwców, którzy spędzą tegoroczne wakacje tam, gdzie jeszcze nie byli. I ta różnorodność jest piękna. A propos.  Mąż do żony:  - Wiesz, chciałbym spędzić wakacje tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. – Świetnie, to zapraszam do kuchni.

Jedni są turystkami/ turystami, inni podróżniczkami/ podróżnikami. Między pierwszymi a drugimi są pewne różnice. Otóż: „ Podróżnik widzi to, co widzi. Turysta widzi to, co przyjechał zobaczyć” - mawiał Gilbert Chesterton. Za to jedni i drudzy mają coś, co pewnie chciałby każdy. „ Kto podróżuje- ten dwa razy żyje”- przekonywał Christian Andersen.

Wracając do Zbigniewa Herberta to jego podróżniczych rad z pewnością nie podzielają biura podróży. Choćby taką: „ Jeśli bogowie uchronili nas od wycieczek i na szczęście nie wynajęliśmy przewodnika, pierwsze godziny po przybyciu do nowego miasta należy poświęcić na "łażenie", a zasada jest taka "prosto, potem trzecia w lewo, znów prosto i trzecia w prawo". Zresztą jak tłumaczył poeta "systemów jest wiele i wszystkie dobre". I kolejna rada, tym razem z wiersza „ Podróż”: „ Jeśli wybierasz się w podróż, niech będzie to wędrowanie pozornie bez celu, błądzenie po omacku, żebyś nie tylko oczami, ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi i abyś całą skórą zmierzył się ze światem”.

"Pozwól o Panie (…) żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia" -modlił się Pan Cogito. Podróżnik.

A Wisława Szymborska była turystką czy podróżniczką? Bo oczywiście lubiła podróże, które odbywała przeważnie raz do roku, uprzednio starannie wybierając ich cel. Z wyjątkiem tej do Sztokholmu po odbiór Nagrody Nobla, nazwanej „ tragedią sztokholmską”. Podróże Wisławy były limeryczne, jako że poetka swoje wrażenia zapisywała w przezabawnych limerykach właśnie. Jak choćby taki: „ W miejscowości Corleone można dostać coś w przeponę,/ Skłonność do tych czynów dziatki wysysają z mlekiem matki”.

„W podróży niezbędny jest tylko bilet powrotny” –  mówiła Wisława. Niestety 1.02 2012 wybrała się w podróż bez niego.

I na koniec wspomnę Stefana Friedmanna, który swego czasu wcielił się w rolę podróżnika, nazywając się Pepeg z Gumy, nieślubny syn wodza Azteków. Uważał, że: „Cóż wart byłby świat, gdyby go nie przemierzać. Oglądać i opisywać. Wybałuszać gały z zachwytu i tulić uszy z przerażenia. Wędrować, dotykając ziemi stwardniałymi podeszwami tenisówek i bujać w obłokach marzeniami ściętej głowy”

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

Z podróży Pepega z Gumy powstało kilka arcydzieł. „ Oto niektóre tytuły: Robię sobie kuku na paryskim bruku ( potkłem się wtedy właśnie); Jak prostować banany z Maracany; Z Matysiakiem Gieniem na ognistą ziemię( Poparzone stopy, bąble pełne ropy. Choć się skóra pali- Orbis nie nawali;) W ortalionie przez Patagonię, Skokami z torbami( o życiu kangurów)

                                                       „ Dzieła żebrane” Stefan Friedmann

 


Czwartek, Czerwiec 8, 2023, 22:24 | Brak komentarzy »

7.06.23

„ Człowiekowi lepiej się żyje, kiedy na coś czeka.” Zdenek Sverak (1936)

Dzisiejsze motto kończy opowiadanie „ Podwójne widzenie” czeskiego autora książek, komika i aktora Zdenka Sveraka, który w 2014 r. otrzymał nagrodę im. Miroslava Švandrlíka przeznaczoną dla autorów najlepszych książek humorystycznych. Swoją drogą szkoda, że u nas nie ma nagrody w tej kategorii .No, ale naszą filozofią życia w przeciwieństwie do Czechów nie jest humor. Ale do rzeczy. Myśl zawarta w motto wydała mi się na tyle krzepiąca, że dzisiejszy wpis będzie o…czekaniu. Pragnę zaznaczyć, że wybrane przeze mnie przykłady w żadnym razie nie wyczerpują tematu.

„ Czekam na wiatr, co rozgoni / Ciemne skłębione zasłony /  Stanę wtedy na "RAZ!" /  Ze słońcem twarzą w twarz”- śpiewała Kora, ale myślę sobie, że kiedy: „ Chmury wiszą nad miastem, ciemno[…]Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach/ Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza” to pewnie dużo więcej ludzi czeka na wiatr, co rozgoni…  

Na co jeszcze można czekać? Otóż, wbrew powszechnej opinii „ nie każdy chce wyglądać jak najmłodziej”- twierdzi 77-letnia dziś Diane von Furstenberg, która mówi dalej tak: „ Ja nigdy nie chciałam. Chciałam być kobietą. Nie mogę się doczekać, kiedy ta moda przeminie i wahadło przesunie się w drugą stronę, ponieważ panująca obecnie obsesja młodości jest absurdalna, straszna - i smutna.” Nie wiem dlaczego, ale wypowiedź belgijskiej projektantki mody przypomniała mi o pewnej sztuce Becketta. Czyżby chodziło o daremność czekania?  

 „ Czekając na Godota” to pesymizm ponoć,/ Bo choć wszyscy czekają, facet z przyjściem zwleka…/ A ja w tym optymizmu widzę nieskończoność./ Gdy w ogóle na kogoś ( lub na coś) się czeka.” – przekonywał Antoni Marianowicz, polski poeta, prozaik i satyryk.

  "Im jesteśmy starsi, tym mniej rzeczy wydaje się wartych czekania w kolejce."- twierdził Will Roger, amerykański artysta wodewilowy. Hola, hola… powiedziałaby na te słowa 75. letnia Agatha Christie będąc wówczas zdania, że co prawda: „ Koniec z długimi spacerami i, niestety z kąpielami morskimi; z befsztykami, jabłkami i jeżynami ( zęby już nie te), z czytaniem drobnego druku.” , ale w dalszym ciągu pozostaje mnóstwo przyjemności na które warto czekać.  I tu wymieniłaby: „ Opera, koncerty, lektura i bodaj najlepsze- słońce, łagodna senność.

Dlatego nigdy nie wolno mówić i to bez względu na wiek: „ : - Już mnie nic w życiu nie czeka…Czeka, czeka.”- napisała w jednym z felietonów Ewa Szumańska. A potwierdzeniem, że warto na coś czekać jest 99-letnia mieszkanka Sardynii, Pani Francesca Careddu z miasta Noro, która osiemdziesiąt lat czekała na słowa przewodniczącego komisji egzaminacyjnej, który ogłosił: „Careddu Francesca urodzona 16 stycznia 1915 roku celująco zdała egzamin i otrzymuje świadectwo ukończenia gimnazjum”. Słowa, po których nie tylko w  jej oczach pojawiły się łzy szczęścia.

A na co czekał Jan Brzechwa? „ Pojednany z chorobą czekam na sen wieczny,/ Ale przecież od dawna bezsenność mnie trapi,/ Żaden środek nasenny nie jest dość skuteczny, / Czyż nie ma na tym świecie mądrzejszej terapii?[…] – Jest- szepnął mi do ucha lekarz zaufany […] Ja znam sposób, posłuchaj: licz w myślach barany[…] Wtem- po sto dziewiętnastym, w ścianie przed otworem/ Zamiast sto dwudziestego, jak rachunki każą,/ Ujrzałem nie barana, ale Sophię Loren!/ Sen wieczny diabli wzięli. I wierz tu lekarzom.”

Ale nie tylko ludzie czekają. „ Już czeka na mnie Bóg,/ Bym pył otrzepał z nóg./ Lecz kusi tyle dróg-/ Jakżebym ustać mógł.”- a to już Jan Sztaudynger.

Co jeszcze? „ Zmęczony życiem i zamknięty w ciasnym świecie przedmiotów zbytecznych i  niepotrzebnych. Idź do lasu!  Czekają na ciebie drzewa. Wspaniałe drzewa. Karmiące się ciszą i sokami ziemi aż do ostatniej gałązki wznoszą się do góry” – podpowiada Phil Bosmans, a Wincenty Pol dodałby: „W góry! W góry, miły barcie! Tam swoboda czeka na cię”

„ Czekam cierpliwie i myślę: każde zło przynosi z sobą jakieś dobro” – wyznał Ludwig van Beethoven. A ja myślę, że u progu lata niemało osób czeka już na …jesień. Zwłaszcza po niedzieli 4.czerwca. Trawestując Mariana Hemara powiem w ich- i swoim-  imieniu tak: „  Byle do jesieni  / Byle do jesieni, a potem – kto wie…/ Już nadzieja upaja, / Już mi siły podwaja./Byle tylko do października. / […] / Byle przeczekać / Byle doczekać” A wtedy każdy będzie mógł wybrać i to na dwa sposoby. Podobnie jak: „ Są dwa sposoby na to, żeby znaleźć się na wierzchołku dębu. Jeden, to usiąść na żołędziu i czekać. Drugi to wspiąć się na drzewo”- powiedział twórca hoteli Holidey Inn, Kemmons Wilson.  

A na co nie warto czekać? „ Trzeba śmiać się nie czekając na szczęście, bo gotowiśmy umrzeć, nie uśmiechnąwszy się ani razu.”- a to Jean de La Bruyere

Uśmiechnij się!( mimo wszystko)

Wieczór. Babcia i dziadek leża w łóżku.

- Kochanie – zagaduje babcia- a zęby umyłeś?

- Tak, najdroższa – odpowiada dziadek – Twoje też…


Niedziela, Maj 21, 2023, 22:09 | Brak komentarzy »

20.05.23

„ Skowronku! Cóż cię tak rano zbudziło?/ Do wschodu słońca ma być jeszcze wiele.” – Franciszek Karpiński (1741- 1825)

Od jakiegoś czasu, mimo że nie zamawiałam budzenia szarym świtem, czyli gdzieś w okolicach 4. rano, to właśnie o tej porze budzą mnie …ptaki. Oznacza to, że „ Dla mnie Noc skończyła się i dzień już bliski.../ Ziemię całą przepełnia wesele.../ Z leśnych gęstwin kwiecistej kołyski/ biją w niebo ptaszęce kapele...” – podpisuję się pod tymi słowami Juliana Ejsmonda tym bardziej, że mieszkam w lesie. A te ptaszęce kapele, „ci codzienni prorocy niepamięci i pamięci już przed pierwszym brzaskiem  są mocno rozśpiewani”. Możliwe, że powinnam być im wdzięczna, bo mogłabym rozpocząć wcześniej dzień. Poza tym „ Nic nie tchnie taką świeżością jak przedświt i brzask nowego dnia”- jak twierdził George Santayana czy też jak śpiewała Marlena Drozdowska w złotym przeboju „ Radość o poranku”: „ Jak dobrze wstać/ Skoro świt/ Jutrzenki blask/ Duszkiem pić/ Nim w górze tam/ Skowronek zacznie tryl/ Jak dobrze wcześnie wstać/ Dla tych chwil”.  Niestety nie jestem rannym ptaszkiem, tym przysłowiowym skowronkiem. Dlatego zamiast wstawać, leżę sobie i słucham jak „ ptactwo dyskutuje o życiu: swarliwie, wojowniczo, nostalgicznie, pochwalnie, radośnie”- że wspomogę się już drugim cytatem z „Listowieści” Richarda Powersa.

Jednocześnie przyznaję rację Platonowi, który radził: „ Rankiem szukajcie samotności aby Natura mogła przemówić do was tak, jak nigdy nie przemawia w tłumie” – a przypomniał o tym zaleceniu ucznia Sokratesa, amerykański mędrzec Emerson.

Wczesny ranek. Wyruszyć o świcie. Podróżować dookoła, wyprzedzając słońce, ukraść mu cały dzień. Robić tak bez końca i nie starzeć się ani o dzień”- to propozycja Jamesa Joyca, która brzmi niczym eliksir młodości. Oczywiście na wyłączność rannych ptaszków.

Koniec maja to jeszcze nie czerwiec i nie pora na czereśnie. Co wcale nie oznacza, że ich nie ma na targowiskach. Co prawda to czereśnie z Turcji lub Włoch, a cena jak na polską kieszeń kosmiczna. Kto marzył o podboju kosmosu ma tym samym świetną okazję by tego dokonać. Zresztą ceny wielu innych produktów też nie są bez szans w kosmicznych podbojach.

Julian Tuwim, żeby mieć czereśnie czekał jednak do czerwca. Wówczas „ Rwałem dziś rano czereśnie,/ Ciemnoczerwone czereśnie,/ W ogrodzie było ćwierkliwie,/ Słonecznie, rośnie i wcześnie.”- napisał w wierszu „ Czereśnie”.

Wracam zatem do porannych zajęć. Na przykład  indyjski poeta i niezwykle uduchowiony człowiek, Rabindranath Tagore zwierzał się: „ Usiadłem tego ranka w mym oknie, przy którym świat, jak przechodzień, zatrzymuje się na chwilę, pozdrawia mnie skinieniem i idzie dalej”.  Takimi  zwierzeniami może dzielić się z innymi tylko ktoś, kto czuje jedność ze światem w swej codzienności. Indyjski noblista w jednej ze swoich pieśni opisuje pierwszy krok na drodze prowadzącej do owej jedności: „ Otwórz oczy i patrz! Czuj ten świat jak żywy flet odczułby przenikające go tchnienie muzyki, zrozumiej powitanie radości twórczej w głębinach twej świadomości. Wyjdź naprzeciw tego świata porannego we wzniosłości swego istnienia, jako że jednej jesteś z nim duszy”. Tak, wszystko zaczyna się od poranka. Na szczęście Poeta, autor ponad tysiąca wierszy nie podaje konkretnej godziny porannego wyjścia ku światu. Nie ma więc znaczenia czy ktoś jest rannym ptaszkiem. Ważne jest coś innego. Uff, przyznam, że poczułam ulgę.

Natomiast Tagore jak najbardziej był rannym ptaszkiem i to już jako mały chłopiec. Podczas, gdy większość jego zarówno ówczesnych jak i współczesnych rówieśników o 4. rano smacznie śpi, on przed wschodem słońca…ćwiczył jogę! Przyszły noblista był zajęty od 4(!) rano do 9. wieczorem. Przede wszystkim nauką.

 „ Witaj dzień powstaniem!” - głosi jedna z tysiąca nieuczesanych myśli Stanisława Jerzego Leca, a kiedy już powstaniesz „ Nie bierz życia zbyt poważnie, i tak nie wyjdziesz z niego z życiem” – radził Frank Hubbard, amerykański humorysta.

Uśmiechnij się!( mimo wszystko)

Telefon rano:

- Cześć, co robisz?

- Jem śniadanie z żoną i psem, a ty?

- Ja z serem i pomidorem.

i jeszcze:

- Mamusiu, ja ciebie i tatusia nigdy nie opuszczę!

- A czemu ty, syneczku, tak grozisz rodzicom?

 


Sobota, Maj 6, 2023, 17:12 | Brak komentarzy »

5.05.23

„ Mój pomysł na ćwiczenia to dobre, energiczne siedzenie”. Phyllis Diller (1917-2012)

A propos siedzenia. Ksiądz Józef Tischner lubił przywoływać następujący dialog: - Co robicie, baco, jak mocie cas? – Siedzę i myśle. – A jak ni mocie casu? – A to ino siedzę.

 Za nami wyjątkowo długa majówka. Mniemam, że nie brakowało tych spośród nas, którzy jak ów baca siedzieli i  myśleli. Ale i tych, którzy gdzieś wyjechali, coś obejrzeli i odkryli, czymś się zachwycili, czegoś spróbowali, z kimś się spotkali. To temat rzeka, do której nie będę wchodziła. Zwłaszcza, że nie umiem pływać. No, chyba że „ po warszawsku” jak się mawiało w czasach kryształowej wody w rzekach.  

Co do odkryć to przyznam, że i ja mam swoje odkrycia majówkowe. Dokonałam ich nomen omen siedząc. Ale nie „ ino siedząc”, co oznaczałoby, że nie miałam „ casu”, bo jednak jeszcze czytałam.  I tak: „ Schubert nigdy nie widział morza, a jednak żaden muzyk, malarz lub poeta, oprócz Homera, nie dał nam równie silnie odczuć jego spokojnego piękna, tajemniczości i potężnego gniewu jak on.”- wyczytałam w „Księdze z San Michaele”. Co więcej: „ Nie zaznał nigdy miłości kobiety, a przecież w jego „Małgorzacie przy kołowrotku” brzmi rozdzierający krzyk namiętności[…] Nie ma słodszej pieśni miłosnej niż jego Serenada” I wreszcie najbardziej zdumiewające odkrycie: „Ten, który pisał i tworzył muzykę, nie posiadał nawet fortepianu!"

Odkryłam też autorkę dzisiejszego motta, amerykańską humorystkę, jedną z pierwszych kobiet komików, Phyllis Diller, o której pojęcia nie miałam. Dożyła 95 lat, pozostawiła po sobie między innymi  - 50 tysięcy dowcipów!, które opowiadała w pierwszych telewizyjnych stand-upach jako gospodyni domowa, którą faktycznie była, do tego z pięciorgiem dzieci i niepracującym mężem. Pozostawiła też niezliczoną ilość strojów scenicznych, kilkanaście książek ( niestety nie ma polskich wydań) i kilkadziesiąt ról filmowych. Ale do rzeczy.

Phyllis Diller uważała, że „ Jeśli nie masz zmarszczek, nie śmiałaś się wystarczająco.” Uwielbiała chodzić do… lekarza, tłumacząc to tak: „Gdzie indziej mężczyzna spojrzałby na mnie i powiedział: „Proszę się rozebrać” A gdy lekarz już  obejrzał jej ciało: „ Zapytałam: Czy jest jakaś nadzieja? Odpowiedział: Tak. Reinkarnacja.”  Z kolei kiedy zapytała fryzjera, w czym jej będzie do twarzy, usłyszała, że w kasku piłkarskim Los Angeles Rams.  Mawiała też: „Wiesz, co sprawia, że jestem pokorna? Lustro!” i przyznawała: "Im jestem starsza, tym zabawniejsza się staję". Dlaczego? Bo co do jednego nie miała wątpliwości, że: „Uśmiech to krzywa, która wszystko prostuje.” Cudnie.

Dzisiejsze motto według Phillis Diller przypomniało mi inny pomysł, jaki miała wciąż aktywna i najstarsza dziś na świecie, bo 97. letnia  gimnastyczka, Johanna Quaas. O ile w przypadku amerykańskiej humorystki możemy się jedynie domyślać do kogo adresuje swój pomysł ( zmęczone gospodynie domowe?), to niemiecka gimnastyczka już lata temu mówiła wprost: „ Dla tych, którzy są leniwi i nie chce im się ruszać na stojąco, najchętniej opracowałabym „ łóżkową gimnastykę”. Pod kołdrą też można ćwiczyć – napinać brzuch, poruszać stopami, napinać ramiona, palce.” Moim zdaniem to jeszcze nie wszystko, jako że katalog „ łóżkowej gimnastyki” ( nie tylko dla leniwych) wydaje się niewyczerpany.

Tak czy siak majówka za nami. Przed nami zaś codzienność i mozolne pchanie taczki życia, które na szczęście zawsze można urozmaicić … ćwiczeniami. Oczywiście według własnych upodobań. 

UŚMIECHNIJ SIĘ! ( mimo wszystko) 

Szkot zwraca się do syna, któremu kupił nowe buty:

- Oszczędzaj je!

- Ale jak?

- Rób większe kroki!

i jeszcze:

- Panie doktorze, czy ja wyzdrowieję?

- A wie pan, sam jestem ciekaw!

 

 

 


środa, Kwiecień 26, 2023, 21:28 | Brak komentarzy »

25.04.23

 „Jeśli za mało książek znasz - to ci wychodzi na twarz.” – Wojciech Młynarski ( 1941- 12017)

Za nami 29. Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, który przypada na 23. kwietnia. Jako pasjonatka czytania nie mogę pominąć milczeniem tego faktu. Zgodnie z powiedzeniem, że lepiej późno niż wcale dzisiejszy wpis poświęcam książkom i czytaniu. 

Gdy nie mam nowych książek, wysycham jak pustynny obszar”- czytam w „ Pamiętniku poety” Kazimierza Wierzyńskiego i myślę sobie, że ja też tak mam. Nie mniej gdybym miała wskazać swoją ukochaną książkę byłabym w rozterce. Inaczej rzecz się miała z Tadeuszem Różewiczem, który w tomie zawierającym jego różne teksty „ Margines, ale…” wyznaje:

„ Moja ukochana książka to były „ Syzyfowe prace”, kiedy sam chodziłem do gimnazjum. Prus, Sienkiewicz, Żeromski. Ta trójca kształtowała naszą młodość. Naszą wyobraźnię, nasze serca, naszą inteligencję, nasz język i naszą miłość do ojczyzny”

Ciekawa jestem, jakie to lektury kształtują ducha i charakter dzisiejszej młodzieży? Czy młodzi znajdą w nich coś choćby zbliżonego do przesłania, które Prus kierował do ówczesnych młodych w „ Kronikach warszawskich”: „ Rozszerzaj wiedzę swoją we wszystkich kierunkach, nie ograniczając się do roli biernego obserwatora. Bądź badaczem krytycznym, nie tylko poznawaj, co się dzieje, ale sądź i oceniaj wartość zjawisk.” Moim zdaniem to przesłanie uniwersalne. Tak dla młodego jak i starszego pokolenia. Ale kto dziś czyta „ Kroniki warszawskie”? Co więcej, kto wie o ich istnieniu?

Natomiast ten, kto czyta Wojciecha Młynarskiego wie, że dzisiejsze motto pochodzi z utworu Mistrza pt.: ''Chirurgia plastyczna", diagnozującego stan umysłu niektórych ludzi:

„ Drogi rodaku z kolczykiem w uchu, Z łańcuchem dokoła szyjki, /…/ Bo przyznać musisz, słodki łobuzie, / Z gadżetów pełną chatą, / Że ładne wszystko masz - oprócz buzi! / Buzię masz ryjowatą...” – i radzę się owym rodakom nie obrażać, bo Mistrz wie o czym mówi. Najpierw podaje przyczyny tego stanu rzeczy:

„ Jeśli za mało książek znasz - to ci wychodzi na twarz. Gdy nie wiesz, kim był J.S. Bach - to spłaszcza ci czółka dach. Nieznany ci Edypa los - to deformuje ci nos. Gdy nie wiesz, co to savoir-vivre - żuchwę masz grubą, aż dziw!”, by za chwilę jak na Mistrza przystało, podać pomocną dłoń choć poprzedzoną dygresją:

„Owe przykłady można by mnożyć, / Proszę szanownych pań, panów, / I całkiem długą listę utworzyć/  Zdeformowanych organów. /Niech więc rodakom sprawa ma służy, / Tu się nie trzeba lenić: / Znam dwóch chirurgów plastycznych, którzy / Mogą ten stan odmienić! / Dwójka chirurgów jest w stanie / Zmienić wam twarz, bez wątpienia:/  Myślenie i Oczytanie.../  I tak przez trzy pokolenia!”

Bohumił Hrabal czeski pisarz z pewnością nie musiał korzystać z „ dwójki chirurgów”. W książce „ Drybling Hidegkutiego” dzieli się doświadczeniem czytelniczym, które przyznaję, zrobiło na mnie duże wrażenie:

„Gargantua i Pantagruel” ta renesansowa biblia Rabelaisa to mój drugi uniwersytet. Moja Magna Charta Libertatum ( czyli Wielka Karta Swobód lub Wielka Karta Wolności)” – punktuje czeski pisarz. Szacun Panie Hrabal! Wstyd się przyznać, ale już trzy razy podchodziłam do tegoż arcydzieła i za każdym razem ponosiłam czytelniczą porażkę. Zapowiadało się wspaniale, bo w dedykacji Rabelais napisał: „ Śmiech to najlepsze lekarstwo na zgryzotę co sercu dopieka. Lepiej śmiechem jest pisać niż łzami.” Cóż, nie wykluczam, że ze śmiechem podejdę po raz czwarty do arcydzieła. A potem, piąty, szósty...

Hrabal powiedział też, że „ Kanoniczną księgę Cnoty”  Lao-Tsy oraz „Sklepy cynamonowe” Schultza czyta każdego roku ponieważ „To moje doroczne Święto wiosny i to z kwietniowym gromem.”

Jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie ilość i różnorodność przeczytanych książek przez  Wisławę Szymborską, której jestem fanką. Po przeczytaniu 848. stron „ Lektur nadobowiązkowych” byłam zachwycona. Wisława czytała wszystko. Od poradników, leksykonów, encyklopedii, słowników, kalendarzy, biografii, obejmujących ludzi i wydarzenia z każdej epoki przez książki ze świata zwierząt i roślin a i to nie wszystko. Bo jak napisałam czytała wszystko.  Szacun Pani Wisławo do nieskończoności!

Kończę żartem wyczytanym w najnowszej książce Ryszarda Koziołka pt. „Czytać, więcej czytać”: Na Krupówkach do góralki sprzedającej sery podchodzi turysta.

 - Czy te oscypki są z owczego mleka?

– Przeca je luty, łowce w lutym mlyka nie dajom.

– A niby skąd ja to mam wiedzieć?

– Trza cytać, panocku, dużo cytać.


środa, Kwiecień 12, 2023, 09:49 | Brak komentarzy »

11.04.23

„ Ile ważnego w tym co nieważne/ ile potrzebnego w tym co niepotrzebne/ ile uśmiechu w tym co niewesołe” – ks. Jan Twardowski (1915-2006)

W Wielkim Tygodniu pogoda nas nie rozpieszczała. Było zimno, deszczowo, a nawet śniegowo. Innymi słowy było niewesoło. Gdzie w tym był uśmiech? No chyba tylko w dywagacjach, że to nawet lepiej, gdy jest gorsza pogoda przed Wielkanocą, bo lepsza być może. I była.  

A gdzie jest uśmiech w dzisiejszych niewesołych czasach?  Bo gdzieś przecież jest skoro niewesoło jest. Co więcej, to uśmiech bezcenny i nie każdy go dostrzeże. Raczej nieliczni niż większość.

Anna Dymna, wspaniała kobieta wielu talentów przyznaje, że to podopieczni jej Fundacji „Mam marzenie” czyli ludzie chorzy i cierpiący nauczyli ją „ prawdziwej radości ponad wszystkie smutki, lęki i cierpienia”. To oni „ skazani na nieuchronną , przedwczesną śmierć umieją cieszyć się z każdej chwili, drobnych rzeczy, spotkań, dostrzec wiele powodów do uśmiechu.”  Dziewczyna na wózku, która rusza tylko jedną dłonią, a jednak cały czas się uśmiecha, na pytanie dlaczego to robi odpowiedziała:” Bo jestem szczęśliwa. Nie widzisz? Popatrz Aniu za okno, jak dziś jest pięknie, jak srebrzyste są krople deszczu”. Uśmiecha się bo jest wybrana do specjalnego zadania. Jakiego? Dziewczyna wyjaśnia: „ Gdy popatrzysz na mnie, to musisz sobie zdać sprawę, jaka jesteś szczęśliwa. Gdyby mnie nie było, mogłabyś się tego nigdy nie dowiedzieć.” I Anna Dymna zrozumiała coś, czego nie może zrozumieć większość osób zdrowych, ale zawsze narzekających.

Dla Anny Dymny wzorcami są ludzie, którzy potrafią dostrzec uśmiech w tym, co niewesołe. Bo jak leje deszcz to mówią: „ fantastyczne, bo susza jest, nie będę musiał podlewać ogrodu”, a jak upał, to „ wygrzeją kości” a jak wichura, że łeb urywa, to znów „ jak miło, gdy się wraca do zacisznego domu”. Ile uśmiechu w tym, co niewesołe? Dużo.

Gdy się ma taki stosunek do życia, to jakoś łatwiej żyć. I łatwiej się uśmiechać”- konkluduje Anna Dymna i jak przystało na Kawalera albo raczej Damę Orderu Uśmiechu twierdzi, że: „ Można pić szklankami sok z cytryny i szczerze się uśmiechać”-  czytam w książce Szymona J. Wróbla „ Humorem i (U)Śmiechem”.

Teraz z innej beczki. Czy będąc więźniem Pawiaka można było mieć dobry humor? Pytanie na pozór wydawać się może bez sensu, prawda? A jednak. „ W więzieniu nie opuszcza go humor. Chętny do żartów, rozśmiesza kalamburami, recytuje wiersze – przez dwanaście dni jest ładunkiem wiary i siły dla całej grupy ludzi”- czytam w „Na przekór nocy” Aleksandra Maliszewskiego. Któż był tym więźniem? Tadeusz Hollender, polski poeta, tłumacz i satyryk, który 31 maja 1943 roku zostaje wyprowadzony z Pawiaka i rozstrzelany w ruinach warszawskiego getta.

„ Żart jest orężem bezbronnych”-powiedział Albert Moravi. Stąd między innymi humor okupacyjny i obozowy. „ Kiedy jeden spośród więźniów oczekujących na wykonanie wyroku zażartował, że musi teraz bardziej o siebie dbać, żeby zdrowym wyjść przez komin, szczerze rozbawił tym współtowarzyszy z celi”- czytam opowieść dr Wandy Witek- Malickiej o obozowym humorze w książce Szymona J. Wróbla.

I jeszcze jeden bezcenny uśmiech w tym co niewesołe z „Na przekór nocy” : „ Kiedyśmy dziś dopadli do talerza zupy, zaczęło trząść budynkiem, kapuśniak pokrył się kożuchem pyłu, odstawiłem zniechęcony, a Woźniak: - Nie grymaś pan, wapno zdrowe na płuca”.

O, tak „ Poczucie humoru jest lekarstwem na prawie wszystkie nieszczęścia tego świata”- wierzył H. Jackson Brown.

A kiedy człowiek doświadcza końca czegoś dobrego, często reaguje płaczem i nawet nie pomyśli, że mógłby inaczej. Tymczasem Gabriel Garcia Marquez radził w takich sytuacjach: „ Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, że ci się to przytrafiło”. To też potrafią nieliczni.  

Uśmiechnij się!( mimo wszystko)

Szef do pracownika:

- Gdzie pan był? Wszędzie pana szukałem!

- No cóż, niełatwo znaleźć dobrego pracownika.

 

 


Czwartek, Marzec 30, 2023, 22:20 | Brak komentarzy »

28.03.23

„ Wiosna to jest taki czas,/ Że się zieleń puszcza z nas./ W formie myśli oczywiście,/ a nie jako źdźbła/ Lub liście”. Ludwik Jerzy Kern ( 1920-2010)

Wiosna a zwłaszcza jej początek, to też taki czas, kiedy może wracać trochę zimy - jak dziś. Zima może też wracać w kwietniu w myśl przysłowia: „ Kwiecień plecień, bo poprzeplata: trochę zimy, trochę lata”. Trzeba zatem uzbroić się w cierpliwość a wiosenne kaprysy pogodowe przyjmować ze spokojem i bez nerw. Cóż- róbmy swoje! A pogoda - swoje.

Co prawda w kalendarzu pozostały jeszcze trzy marcowe kartki, ale już teraz chcę przywołać pełne optymizmu: „ Kiedy starzec przebył marzec – będzie zdrów”. Podoba mi się taka diagnoza. W końcu wiosną skończyć się powinny wszelkie reumatyzmy, przeziębienia, anginy, grypy i inne wirusy. Co więcej „ Najlepszym wiosennym lekarstwem jest  - działka./ Działka nam zdrowie wprowadzi do ciałka./ Gdy w łapki się chwyci szpadelek / Lub grabki/ znikają bronchity, / katary./I sapki”- dodaje Ludwik Jerzy Kern.

A propos działki. W 1966 roku w styczniowym numerze tygodnik „Przekrój” zamieścił kupon na próbki nasion mało znanych, a wartościowych warzyw: cykorii sałatowej, skorzonery ( zwanej inaczej wężymordem),brokułów i sałaty kruchej( zupełna nowość). Nadeszło 20500 listów z kuponami. Wynik, który przyprawił o ból głowy pomysłodawców tego przedsięwzięcia. Redakcja miała bowiem obiecane z ówczesnej Centrali Ogrodniczej „ jedynie” 50 tysięcy próbek owych nasion. Dlatego w numerze kwietniowym ukazał się komunikat, dlaczego nie wszyscy zainteresowani otrzymają próbki. Takie to były czasy.

A „Wiosnę w ogrodzie” namalował Hans Bol. W muzyce utrwalił jej piękno Haydn (Pory roku) i Strauss ( Odgłosy wiosny). Na cześć wiosny układała rymy Safona. I oczywiście nasz Ludwik Jerzy Kern, który w swoim twórczym dorobku ma ich sporo, czego dowodem dzisiejsze motto z wiersza „ Wiosenne szaleństwo”.

I właśnie wracając do motta. Dokąd to „ puszcza się więc myśl zielona,/ Płocha/ Słońcem ośmielona” ? Otóż „ człek nagle czuje smak,/ By coś ekstra zrobić tak”

Bo skoro „ Hiacynt pachnie, mamma mia!/ Krokus z ziemi się przebija,/ W pączkach się zaczyna ruch/ Och, poszaleć by tak, uch!”  Jak? Może „ Po poręczy zjechać w dół?/ E, za długo bym to czuł” No to może „ Wleźć na drzewo?/ Albo płot?/ Nie, nie jestem taki trzpiot” Jak widać nie takie to proste z tym poszaleniem…w pewnym wieku.  Trzeba coś innego wymyślić, tym bardziej, że: „ Chęć mi aż rozsadza duszę,/ Coś ja jednak zrobić muszę./ Coś takiego szalonego,/ Niezwykłego,/ Wiosennego” W końcu: „ Mózg na chwilę się wysilił/ I w tej właśnie oto chwili/ Skonkretniała moja myśl: / Wiem./ Bez płaszcza wyjdę dziś!” Może niekoniecznie dziś, ale miejmy nadzieje, że i my lada dzień tak poszalejemy.

Zwłaszcza, że tegoroczna Wielkanoc tuż, tuż. Ponoć ma być najdroższa od lat. Hm… Być może nie byłaby aż taka droga, gdyby nie myliło się nam Święto Ducha ze Świętem Brzucha – jak mawiał Stefan Kisielewski.

Póki co, za „Przekrojem” tym razem z roku 1981 proponuję taką zagadkę świąteczną:

„ - Co starsze, czajka czy jajka?- Czajka. – A z czego czajka? – Z jajka. A więc starsze jajka? A kto znosi jajka? – Czajka.

- Kto świat ten bez początku i końca uznaje, niech powie, co pierwszego, czy kokosz czy jaje?”

I ostatnie już dziś przysłowie na kwiecień ( według Stefana Friedmanna):

„ Nic się nie dzieje bez przyczyny nawet – imieniny”. A propos. Już 1.kwietnia imieniny Grażyny, a potem sporo innych równie popularnych. „ Chyba sobie kropnę- powiedział deszczyk.”

Uśmiechnij się !  ( mimo wszystko)

- Jakie były dwa najpopularniejsze imiona w PRL?

- Iza i Ania, bo w kolejce stało się i za masłem, i za chlebem, i za cukrem, a w sklepach nie było ani masła, ani chleba, ani cukru.


          
 

 
 
 
(c)2021, All Rights Reserved
Liczba odwiedzin: 17273